Piątek, 05 grudnia 2025
Imieniny: Krystyna, Sabina, Norbert
mgła
5℃
Tłumacz Google

Za tęczowym mostem – czyli o cmentarzach dla zwierząt

W Szymanowie, małej wiosce w gminie Kąty Wrocławskie, znajduje się miejsce, które wiele osób mogłoby uznać za zaskakujące. W 2003 roku założono tu bowiem „Tęczowy Most”, czyli cmentarz dla zwierząt, który powstał, by – jak mówią jego właściciele – dać każdemu człowiekowi możliwość godnego pożegnania ze swoim przyjacielem. To jedyny taki cmentarz na Dolnym Śląsku (w samej Polsce jest ich zaledwie kilkanaście) i, choć podobne obiekty cieszą się coraz większym uznaniem, wciąż bywają też przedmiotem zaciekłych dyskusji.

Zapewne wiele osób pamięta medialną burzę, toczącą się w internecie po słowach profesora Jerzego Bralczyka, językoznawcy, który w programie „Sto pytań do…” stwierdził, że zwierzęta nie umierają, a zdychają. „Jednak co ludzkie, to ludzkie. Jestem starym człowiekiem i preferuję te tradycyjne formuły i sposób myślenia. Nawet mówienie, że choćby najulubieńszy pies umarł, będzie dla mnie obce. Nie, pies niestety zdechł”. Media społecznościowe zawrzały – głos zabrali osoby z organizacji prozwierzęcych i weterynarze; Bralczykowi radzono, by odwiedził któryś z gabinetów i spojrzał na zwierzę, które ma właśnie zostać poddane eutanazji, porozmawiał z właścicielami, którzy muszą pożegnać się ze swoim przyjacielem, i zastanowił się nad doborem słów. Do sprawy odniósł się również Michał Rusinek – literaturoznawca podkreślał, że język ewoluuje, wcale więc nie trzeba trzymać się skostniałych form i można rozmawiać o zwierzętach w inny, bardziej empatyczny sposób. „Jestem przeciwny, żeby ktokolwiek, z Radą Języka Polskiego włącznie, mówił nam, jak mamy mówić”, twierdził w „Rozmowach (nie)wygodnych”. Głos zabrał również profesor Jan Miodek, który przyznał, że choć słownikowe definicje są w tym temacie dość jasne, on sam przychyla się do słów Rusinka – i przypomniał, że państwo Gucwińscy z wrocławskiego ogrodu zoologicznego, w swoim programie popularyzującym wiedzę o zwierzętach, nadawanym od lat 70. ubiegłego wieku, w stosunku do swoich podopiecznych używali właśnie słowa „umieranie”.

Skąd w ogóle wzięło się u nas to rozróżnianie na słowa „gorsze” w stosunku do zwierząt i „lepsze” w odniesieniu do ludzi? Językoznawca Zdzisław Kempf wskazywał, że wyjaśnienia musimy szukać w zamierzchłej przeszłości, gdy człowiek podporządkował sobie inne gatunki, zaczął je wykorzystywać, okazywać im swą wyższość – chcąc poczuć się od nich bardziej wartościowym – również w warstwie językowej. „W szeregu oznaczającym części ciała i czynności język nasz wprowadził dla zwierząt wyrazy »gorsze«, dla ludzi zaś »lepsze«, bo człowiek umiera, zwierzę zaś zdycha; człowiek je, a zwierzę żre; człowiek ma głowę, a zwierzę łeb; człowiek rękę, a zwierzę łapę; człowiek twarz, a zwierzę pysk”. Argumentuje, że na przykład w czasach feudalizmu chłop bity przez pana swoją frustrację wyładować musiał na kimś stojącym niżej od niego – czyli na zwierzęciu właśnie. I tu można upatrywać tych, uważanych przez wielu za pogardliwe, określeń funkcjonujących dziś w języku polskim. „Bolejąc na przykład nad stratą drogiego zwierzęcia, miłośnik jego nie może powiedzieć, że pies umarł, bo popełni błąd i narazi się na śmieszność”, kwitował Kempf w tekście „Wyrazy »gorsze« dotyczące zwierząt”. 

Jeśli więc przyjrzymy się językowej tradycji, to fakt, że powstawanie cmentarzy dla zwierząt budziło wśród wielu osób pobłażanie, niedowierzanie czy święte oburzenie (a nawet gorące protesty), raczej nie dziwi. Zresztą wystarczy spojrzeć na terminologię polskiego prawa, w którym nie mówi się o kremacji czy pochówku zwierząt, a o „utylizacji”, same zaś zwierzęce cmentarze to oficjalnie „grzebowiska”. A jednak tradycja pochówku zwierząt sięga starożytnego Egiptu (choć niektórzy archeolodzy twierdzą, że była to forma składania ofiar bogom), pierwszy zaś taki oficjalny cmentarz dla zwierząt powstał w Londynie w 1881 roku (z tego samego roku pochodzi cmentarz koni przy pałacu w Kliczkowie, założony z inicjatywy rodziny zu Solms-Barutch). Potem działać zaczęły kolejne – ten najsłynniejszy i największy, Cimetière des Chiens, we Francji. Lecz gdy w Polsce, jeszcze w latach 30. XX wieku, ukazał się artykuł o tym miejscu, wiele osób uznało, że ekscentrycznym Francuzom wyraźnie odbiło, bo jakże to tak – i po co, ot fanaberie ludzi, którzy pieniędzy mają za dużo.

Sytuacja od dłuższego czasu jednak się zmienia – dla miłośników zwierząt na lepsze. W Polsce mamy dziś kilkanaście cmentarzy dla zwierząt, miejsc, w których legalnie można pochować domowego pupila, upamiętnić go i odwiedzać, gdy przyjdzie nam na to ochota. Bo, przypomnijmy, choć jeszcze do niedawna takie groby zwierzęce powstawały w lasach, na prywatnych ogródkach czy podwórkach, dziś podobne zachowanie narażone jest na karę grzywny. Pierwsze wzmianki o nieformalnym polskim cmentarzu dla zwierząt pochodzą z 1939 roku. „Może sobie na to pozwolić Paryż, Londyn, New York, może i Poznań. Na poznański »psi cmentarz«, o którym mało wiadomo mieszkańcom miasta, dojeżdża się »dziewiątką«, mieści się bowiem ten »psi Hades« na Sołaczu w ogrodzie Zakładu Weterynarii Rolniczej U. P., w pewnej dostępnej tylko dla wtajemniczonych cienistej alejce”, pisał dziennikarz „Dziennika Poznańskiego”. Dalej przytaczał inskrypcje wyryte na nagrobkach, by na koniec zakpić jednak: „W ogóle – pomysł, psom i kotom stawiać »nagrobki«. A na »psim cmentarzu« jest ich około stu”.

Oficjalnie pierwszym w Polsce cmentarzem dla zwierząt był „Psi Los” założony w 1991 roku w Koniku Nowym pod Warszawą – ten w Szymanowie, przy Kątach Wrocławskich, jest nieco młodszy, otwarty został bowiem dwanaście lat później. „Naszym celem jest umożliwienie Właścicielowi godnego pożegnania pupila w taki sposób i w takiej formie, jaką wybierze Właściciel, z pełnym poszanowaniem jego uczuć i uczuć, jakimi zwierzę było darzone”, piszą na swojej stronie założyciele „Tęczowego Mostu”, cmentarza dla zwierząt z Parkiem Pamięci i krematorium. Miejsce leży na uboczu, wśród łąk, jest ogrodzone, dość rozległe i składa się z licznych, wąskich alejek ocienionych drzewami. Spacerując nimi, można przeczytać nierzadko wzruszające inskrypcje, obejrzeć zdjęcia czworonogów, które były dla kogoś kimś więcej niż „tylko zwierzętami”. Maleńkie groby zdobią kolorowe wiatraczki, kamienne figurki, ukochane zabawki pupili, znicze i światełka rozjaśniające wieczorny mrok.

Tekst i zdjęcia: Sonia Miniewicz

 

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok