Wtorek, 17 marca 2026
Imieniny: Gertruda, Patryk, Zbigniew
pochmurno
7℃
Tłumacz Google

Z wizytą u szopów, czyli „daj, ać ja wypiorę…”

No, może nie wypiorą, ale za to uczeszą włosy, pokażą, jak korzystać z hamaka, przytulą, zajrzą za pazuchę lub spróbują ukraść coś z kieszeni. W Szopowisku, azylu dla zwierząt w Kryształowicach, mogą to robić do woli pod czujnym okiem swojego opiekuna – Grzegorza Dziwaka.

Prawda niestety wygląda tak, że w Europie na wolności szopy pracze nie mają łatwego życia. Znalazły się u nas zresztą nie z własnej woli – ich ojczyzną jest Ameryka Północna, gdzie rdzenni mieszkańcy darzyli je szacunkiem, uważając za symbol sprytu i zręczności. Zwierzęta, ciekawskie i dające się łatwo oswoić, nie wystraszyły się więc, gdy w 1492 roku do ich domu przypłynęły okręty Krzysztofa Kolumba, a później jego następców. Niczym szop Meeko z disnejowskiej „Pocahontas” wchodziły do obozowisk „białych twarzy”, zaglądały do ich bagaży i podkradały jedzenie (nie na darmo mają w końcu na oczach charakterystyczne „złodziejskie” maski). Nic dziwnego, że europejscy kolonizatorzy byli szopami zauroczeni – co, w rezultacie, przesądziło o ich losie. Nie tylko zaczęto na nie polować (w końcu stanowiły łatwy łup), ale też zabierano je z naturalnego środowiska i wywożono w najróżniejsze miejsca na świecie – gdzie mogły na przykład pełnić rolę domowych zwierzątek lub zostać… częścią garderoby.

 

Gdzie diabeł nie może, tam szopa pośle

Na wolności szopy chętnie zanurzają zręczne łapki w jeziorze czy rzece, szukając pokarmu na dnie; te trzymane w niewoli czasem zaś płuczą swój posiłek w wodzie, co nasuwało ludziom skojarzenia z praniem – tak też zapracowały sobie na swój przydomek. Ponieważ są bardzo inteligentne i łatwo mogą dostosować się do nowych warunków (niestraszne im są siarczyste mrozy, potrafią się wspinać i pływać, umieją otwierać rozmaite skrytki i torby, w dodatku są wszystkożerne), szybko zaaklimatyzowały się w obcych środowiskach, stając się częścią europejskiej fauny. Częścią, jednakże, niezbyt mile u nas widzianą. Nie da się bowiem ukryć, że szopy żyjące na wolności mogą stanowić duże zagrożenie między innymi dla rozmaitych gatunków ptaków (żywią się bowiem również jajkami i pisklętami). I tym samym trafiły na listę IGO, uznane za gatunek inwazyjny, stanowiący zagrożenie dla ekosystemu, który nie jest ich naturalnym miejscem występowania. Oznacza to jedno: szopy na wolności w Polsce żyć nie powinny i należy je powoli eliminować ze środowiska. Rozwiązanie do niedawna było jedno, ostateczne, i dla wielu osób raczej trudne do zaakceptowania. Od jakiegoś czasu miłośnicy szopów – i innych zwierząt umieszczonych na liście IGO – mogą spać spokojniej, bo z pomocą tym „niepożądanym gościom” przyszły rozmaite fundacje i azyle.

 

Z szopem za pan brat

W Kryształowicach, małej wiosce nieopodal Sobótki, mieszka lekarz weterynarii – Grzegorz Dziwak. Obok swojego domu, na ogromnej, ogrodzonej działce, stworzył prawdziwy azyl dla zwierząt, które z różnych powodów nie mogą przebywać na wolności. Pomaganie ma we krwi; już po ukończeniu studiów rozpoczął współpracę z Ekostrażą, opiekując się zwierzętami nieudomowionymi. W 2022 roku oficjalnie stanął na czele Fundacji Szopowisko – tutaj schronienie znajdują między innymi szopy, dla których życie na wolności w Polsce to wyrok; stają się na przykład obiektem polowań lub giną pod kołami samochodów, a średnia ich życia wynosi raptem dwa lata. W azylu zaś mogą dożyć nawet dwudziestu. W przestronnych wolierach przerobionych na szopie place zabaw, w których stoją domki, drabinki czy hamaki, odłowione zwierzaki aklimatyzują się bardzo szybko, zazwyczaj też bez większych trudności dogadują się między sobą i zwykle wprowadzanie nowych osobników do stada nie stanowi problemu – co istotne, wszystkie są badane i poddawane kastracji, ponieważ gatunków IGO nie wolno rozmnażać. Na wolność wrócić nie mogą, więc w azylu spędzą już resztę życia.

Mieszkańcy Szopowiska nie wydają się z tego powodu smutni – swojego opiekuna darzą ogromną sympatią (odwzajemnioną stukrotnie!), a na jego widok reagują entuzjazmem; wspinają się na jego plecy, przytulają i bez skrupułów domagają się zabawy czy jedzenia. A ponieważ w azylu przebywa ponad dwieście zwierząt, sam rytuał karmienia zajmuje cały poranek. Doktor Dziwak zna wszystkich swoich podopiecznych z imienia i zapewnia, że choć z pozoru szopy mogą wydawać się identyczne, to przy bliższym poznaniu łatwo je rozróżnić. Swoje imiona mają też pozostali lokatorzy – w innych wolierach spotkać można ostronosy, norki czy papugi, a po dużym wybiegu w towarzystwie muflonów, alpak i kangurów przechadza się emu. Zwierzęta trafiają tutaj z najróżniejszych miejsc – przywożone są z likwidowanych ferm i minizoo, odbierane przemytnikom, odławiane z lasów i pól, znajdowane ranne lub chore na drogach. A po ich niebagatelnej liczbie widać, jak bardzo takie azyle są potrzebne. Co ciekawe, na Dolnym Śląsku, oprócz Szopowiska, działa jeszcze tylko jedna fundacja zajmująca się gatunkami IGO; w całej Polsce miejsc, do których zwierzęta „inwazyjne” mogą trafić, jest ledwie ponad dwadzieścia.

Choć postronny przechodzień zajrzeć do Szopowiska raczej nie zdoła (w końcu to schronienie szopów, ich dom, w którym mają znaleźć spokój i bezpieczeństwo), to i tak może poznać jego mieszkańców. W wolnych chwilach – o które przy takim zwierzyńcu wcale nie łatwo – doktor Dziwak chętnie opowiada o swoich podopiecznych na profilu fundacji na Facebooku. Mówi tam o ich zwyczajach, pokazuje, jak działają azyle, i dzieli się swoją wiedzą; wszystko to w towarzystwie samych zainteresowanych, którzy nie opuszczają go niemal na krok, a przed kamerą nie mają najmniejszej tremy. Do zalet szopów można więc dodać kolejną – to urodzeni aktorzy!

 

Tekst: Sonia Miniewicz

 

Opis do zdjęć:

1. Grzegorz Dziwak, założyciel Szopowiska, podczas karmienia swoich podopiecznych

2. Szopy w swojej twierdzy – są płochliwe, ale równocześnie tak ciekawskie, że błyskawicznie zapominają o strachu

3. Jeden mieszkańców Szopowiska – Pedro

4. Jedna z mieszkanek Szopowiska – Rydzia

5. Grzegorz Dziwak i jego podopieczni (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

6. Już chyba nie ma wątpliwości, dlaczego szop dostał przydomek „pracz” ( zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

7. Gromadka szopów – w grupie raźniej

8. Szopy uwielbiają jeść – ale są na tyle uprzejme, że robią przerwę w posiłku, by przywitać gości… i wejść im na głowę, czasem nawet dosłownie (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

9. Nikt nie potrafi odpoczywać tak jak szopy (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska –https://www.facebook.com/Szopowisko)

10. Ostronos Tomek, jeden z mieszkańców Szopowiska – ssak z rodziny szopowatych; ma ryjkowato wydłużony nos, który chętnie wtyka w nie swoje sprawy

11. Rezydentami Szopowiska są również muflony, alpaki i kangury. Jak widać, dogadują się ze sobą doskonale (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

12. W Szopowisku mieszkają także ptaki, które z różnych względów nie powinny żyć na wolności. Część z nich nie może latać, inne zostały uznane za gatunki IGO, a jeszcze inne nie poradziłyby sobie w naszych warunkach, ponieważ wymagają specjalistycznej opieki. Nie zdjęciu zaliczająca się do tej trzeciej grupy lorysa, ptak egzotyczny

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok