Wtorek, 09 czerwca 2026
Imieniny: Anna, Pelagia, Felicjan
pochmurno
13℃
Tłumacz Google

Z wizytą u szopów, czyli „daj, ać ja wypiorę…”

No, może nie wypiorą, ale za to uczeszą włosy, pokażą, jak korzystać z hamaka, przytulą, zajrzą za pazuchę lub spróbują ukraść coś z kieszeni. W Szopowisku, azylu dla zwierząt w Kryształowicach, mogą to robić do woli pod czujnym okiem swojego opiekuna – Grzegorza Dziwaka.

Prawda niestety wygląda tak, że w Europie na wolności szopy pracze nie mają łatwego życia. Znalazły się u nas zresztą nie z własnej woli – ich ojczyzną jest Ameryka Północna, gdzie rdzenni mieszkańcy darzyli je szacunkiem, uważając za symbol sprytu i zręczności. Zwierzęta, ciekawskie i dające się łatwo oswoić, nie wystraszyły się więc, gdy w 1492 roku do ich domu przypłynęły okręty Krzysztofa Kolumba, a później jego następców. Niczym szop Meeko z disnejowskiej „Pocahontas” wchodziły do obozowisk „białych twarzy”, zaglądały do ich bagaży i podkradały jedzenie (nie na darmo mają w końcu na oczach charakterystyczne „złodziejskie” maski). Nic dziwnego, że europejscy kolonizatorzy byli szopami zauroczeni – co, w rezultacie, przesądziło o ich losie. Nie tylko zaczęto na nie polować (w końcu stanowiły łatwy łup), ale też zabierano je z naturalnego środowiska i wywożono w najróżniejsze miejsca na świecie – gdzie mogły na przykład pełnić rolę domowych zwierzątek lub zostać… częścią garderoby.

 

Gdzie diabeł nie może, tam szopa pośle

Na wolności szopy chętnie zanurzają zręczne łapki w jeziorze czy rzece, szukając pokarmu na dnie; te trzymane w niewoli czasem zaś płuczą swój posiłek w wodzie, co nasuwało ludziom skojarzenia z praniem – tak też zapracowały sobie na swój przydomek. Ponieważ są bardzo inteligentne i łatwo mogą dostosować się do nowych warunków (niestraszne im są siarczyste mrozy, potrafią się wspinać i pływać, umieją otwierać rozmaite skrytki i torby, w dodatku są wszystkożerne), szybko zaaklimatyzowały się w obcych środowiskach, stając się częścią europejskiej fauny. Częścią, jednakże, niezbyt mile u nas widzianą. Nie da się bowiem ukryć, że szopy żyjące na wolności mogą stanowić duże zagrożenie między innymi dla rozmaitych gatunków ptaków (żywią się bowiem również jajkami i pisklętami). I tym samym trafiły na listę IGO, uznane za gatunek inwazyjny, stanowiący zagrożenie dla ekosystemu, który nie jest ich naturalnym miejscem występowania. Oznacza to jedno: szopy na wolności w Polsce żyć nie powinny i należy je powoli eliminować ze środowiska. Rozwiązanie do niedawna było jedno, ostateczne, i dla wielu osób raczej trudne do zaakceptowania. Od jakiegoś czasu miłośnicy szopów – i innych zwierząt umieszczonych na liście IGO – mogą spać spokojniej, bo z pomocą tym „niepożądanym gościom” przyszły rozmaite fundacje i azyle.

 

Z szopem za pan brat

W Kryształowicach, małej wiosce nieopodal Sobótki, mieszka lekarz weterynarii – Grzegorz Dziwak. Obok swojego domu, na ogromnej, ogrodzonej działce, stworzył prawdziwy azyl dla zwierząt, które z różnych powodów nie mogą przebywać na wolności. Pomaganie ma we krwi; już po ukończeniu studiów rozpoczął współpracę z Ekostrażą, opiekując się zwierzętami nieudomowionymi. W 2022 roku oficjalnie stanął na czele Fundacji Szopowisko – tutaj schronienie znajdują między innymi szopy, dla których życie na wolności w Polsce to wyrok; stają się na przykład obiektem polowań lub giną pod kołami samochodów, a średnia ich życia wynosi raptem dwa lata. W azylu zaś mogą dożyć nawet dwudziestu. W przestronnych wolierach przerobionych na szopie place zabaw, w których stoją domki, drabinki czy hamaki, odłowione zwierzaki aklimatyzują się bardzo szybko, zazwyczaj też bez większych trudności dogadują się między sobą i zwykle wprowadzanie nowych osobników do stada nie stanowi problemu – co istotne, wszystkie są badane i poddawane kastracji, ponieważ gatunków IGO nie wolno rozmnażać. Na wolność wrócić nie mogą, więc w azylu spędzą już resztę życia.

Mieszkańcy Szopowiska nie wydają się z tego powodu smutni – swojego opiekuna darzą ogromną sympatią (odwzajemnioną stukrotnie!), a na jego widok reagują entuzjazmem; wspinają się na jego plecy, przytulają i bez skrupułów domagają się zabawy czy jedzenia. A ponieważ w azylu przebywa ponad dwieście zwierząt, sam rytuał karmienia zajmuje cały poranek. Doktor Dziwak zna wszystkich swoich podopiecznych z imienia i zapewnia, że choć z pozoru szopy mogą wydawać się identyczne, to przy bliższym poznaniu łatwo je rozróżnić. Swoje imiona mają też pozostali lokatorzy – w innych wolierach spotkać można ostronosy, norki czy papugi, a po dużym wybiegu w towarzystwie muflonów, alpak i kangurów przechadza się emu. Zwierzęta trafiają tutaj z najróżniejszych miejsc – przywożone są z likwidowanych ferm i minizoo, odbierane przemytnikom, odławiane z lasów i pól, znajdowane ranne lub chore na drogach. A po ich niebagatelnej liczbie widać, jak bardzo takie azyle są potrzebne. Co ciekawe, na Dolnym Śląsku, oprócz Szopowiska, działa jeszcze tylko jedna fundacja zajmująca się gatunkami IGO; w całej Polsce miejsc, do których zwierzęta „inwazyjne” mogą trafić, jest ledwie ponad dwadzieścia.

Choć postronny przechodzień zajrzeć do Szopowiska raczej nie zdoła (w końcu to schronienie szopów, ich dom, w którym mają znaleźć spokój i bezpieczeństwo), to i tak może poznać jego mieszkańców. W wolnych chwilach – o które przy takim zwierzyńcu wcale nie łatwo – doktor Dziwak chętnie opowiada o swoich podopiecznych na profilu fundacji na Facebooku. Mówi tam o ich zwyczajach, pokazuje, jak działają azyle, i dzieli się swoją wiedzą; wszystko to w towarzystwie samych zainteresowanych, którzy nie opuszczają go niemal na krok, a przed kamerą nie mają najmniejszej tremy. Do zalet szopów można więc dodać kolejną – to urodzeni aktorzy!

 

Tekst: Sonia Miniewicz

 

Opis do zdjęć:

1. Grzegorz Dziwak, założyciel Szopowiska, podczas karmienia swoich podopiecznych

2. Szopy w swojej twierdzy – są płochliwe, ale równocześnie tak ciekawskie, że błyskawicznie zapominają o strachu

3. Jeden mieszkańców Szopowiska – Pedro

4. Jedna z mieszkanek Szopowiska – Rydzia

5. Grzegorz Dziwak i jego podopieczni (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

6. Już chyba nie ma wątpliwości, dlaczego szop dostał przydomek „pracz” ( zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

7. Gromadka szopów – w grupie raźniej

8. Szopy uwielbiają jeść – ale są na tyle uprzejme, że robią przerwę w posiłku, by przywitać gości… i wejść im na głowę, czasem nawet dosłownie (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

9. Nikt nie potrafi odpoczywać tak jak szopy (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska –https://www.facebook.com/Szopowisko)

10. Ostronos Tomek, jeden z mieszkańców Szopowiska – ssak z rodziny szopowatych; ma ryjkowato wydłużony nos, który chętnie wtyka w nie swoje sprawy

11. Rezydentami Szopowiska są również muflony, alpaki i kangury. Jak widać, dogadują się ze sobą doskonale (zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Szopowiska – https://www.facebook.com/Szopowisko)

12. W Szopowisku mieszkają także ptaki, które z różnych względów nie powinny żyć na wolności. Część z nich nie może latać, inne zostały uznane za gatunki IGO, a jeszcze inne nie poradziłyby sobie w naszych warunkach, ponieważ wymagają specjalistycznej opieki. Nie zdjęciu zaliczająca się do tej trzeciej grupy lorysa, ptak egzotyczny

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Kliknij aby zamknąć.Popup
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok