Sobota, 13 grudnia 2025
Imieniny: Łucja, Otylia, Eugeniusz
pochmurno
6℃
Tłumacz Google

Wiadomości prosto z gospody, czyli co ponad 100 lat temu reklamował „Kurier Sobócki”

Od święta piwa z losowaniem żywej kozy, przez uroczystą kolację z okazji urodzin cesarza, po występy „współczesnego czarodzieja” – reklamy i zaproszenia w „Kurierze Sobóckim” z początku XX wieku dają obraz wesołego życia towarzyskiego w gospodach u podnóża Ślęży.

Ogłoszenia, anonse i reklamy zajmowały w „Kurierze na Sobótkę i okolicę” („Anzeiger für Zobten am Berge und Umgegend”) nieraz nawet dwie strony spośród czterech, które miało to pismo. Ukazywało się ono od 1885 aż do 1941 roku, początkowo dwa, potem trzy razy w tygodniu. Przewertowaliśmy egzemplarze z początku 1909 roku, gdy wydawcą był niejaki pan Scheschonka, właściciel drukarni w Sobótce i członek tamtejszego Towarzystwa Górskiego. Oprócz reklam towarów, ogłoszeń okolicznych gospodarzy o sprzedaży prosiąt czy też urzędowych komunikatów, sporo tu anonsów świadczących o bogatym życiu towarzyskim i kulturalnym mieszkańców jeśli tylko za przejaw życia kulturalnego uznamy święto piwa w pobliskiej gospodzie. Na początek przyjrzeliśmy się właśnie tej rozrywkowej stronie sobóckiej codzienności.

Kozioł i inne przedmioty
Właściciele miejscowych lokali, restauracji i gospód rozpoczęli 1909 rok od kokietowania swoich klientów. „Wszystkim moim szanownym gościom i dobrodziejom z okazji nowego roku życzę szczęścia i błogosławieństwa!” – napisał w ogłoszeniu z niedzieli trzeciego stycznia Heinrich Polag, gospodarz hotelu Gnerlich’s. Hermann Bräuer i jego żona, prowadzący w rynku w Sobótce gospodę „Pod Złotą Koroną”, nie mogli być gorsi: „Życząc szczęścia z nowym rokiem polecamy się wszystkim szanownym gościom i przyjaciołom”, napisali. Podobnych życzeń od właścicieli lokali w pierwszym wydaniu „Kuriera” z 1909 r. było jeszcze pięć, co oznacza, że w okolicy było gdzie wypić i zakąsić, na przykład w gospodzie „Niemiecki dom” w Sobótce, której właściciel „zaprasza najuprzejmiej na „muzykę i tańce”, nęcąc dodatkowo wyszynkiem piwa Bock. To ciemne piwo, tzw. koźlarza, serwowano tylko sezonowo i zwyczajowo pito w Niemczech w czasie karnawału, warzył je zresztą w tamtym czasie browar w Sobótce-Górce. Nosiło się przy tym specjalne „koźle” czapki (tzw. Bockmützen”). Musiał to być gadżet powszechnie przy tej okazji pożądany, skoro Frau Helene Fucke, właścicielka sklepu papierniczego, uznała za stosowne powiadomić w „Kurierze” o „nowej dostawie czapek kozła i innych artykułów zabawowych”. „Polecam w dużym wyborze i po dobrych cenach”, zaznaczyła. Jednak właściciel strzelnicy, w ogłoszeniu o święcie piwa, ozdobionym rysunkiem kozła z kuflem, przebił jej ofertę, zapowiadając „pieśni biesiadne i czapki gratis!”. Jeszcze wyżej licytował J. Rohrdrommel, który „z największym oddaniem” zapraszał na piwną imprezę do Naselwitz (Nasławice) i zapewniał atrakcje w postaci „losowania żywego kozła i innych przedmiotów”.
Nie myślmy jednak, że gdy mowa o kulturze w Sobótce sprzed 115 lat, chodzi tylko o kulturę picia piwa. Dla patriotów spragnionych (a jakże!) wyższych doznań przygotowano w Mörschelwitz (Mirosławice) „Wielki koncert wojskowy w wykonaniu korpusu trębaczy drugiego śląskiego regimentu artylerii polowej nr. 42 ze Schweidnitz (Świdnicy)”. Zapraszał „najuniżeniej” J. George.

Majestat za 10 fenigów

Wojskowy sznyt obowiązywał w komunikacie, jaki w „Kurierze Sobóckim” zamieścił Związek Bojowników „von Lützow” z Rogenau (Rogów Sobócki), zresztą z nie byle jakiej okazji. Zaproszenie w stylu wojskowego rozkazu brzmiało jak następuje: „Uroczystość obchodów urodzin J. Wys. Cesarza i Króla odbędzie się w niedzielę 24 stycznia 1909 r. wieczorem o 8.00 w sali w Rogau-Rosenau. 1. Powitanie, 2. Koncert. Następnie żołnierski bal. Wstęp wyłącznie dla członków Związku z najbliższą osobą płci żeńskiej. Goście tylko w wyjątkowych wypadkach. Tych ostatnich obowiązkowo meldować zarządowi. Stosować się do poleceń osób porządkowych (biała opaska na ramieniu). Zarząd”.  
Własną uroczystość z tej samej okazji zorganizowali lokalni prominenci – królewski nadleśniczy, burmistrz Sobótki i przewodniczący rady miejskiej. Termin uroczystej kolacji wyznaczyli dokładnie na dzień 50. urodzin cesarza, czyli na 27 stycznia 1909 r. w gospodzie „Pod Niebieskim Jeleniem”. Nie była to bynajmniej wyżerka na koszt Jego Wysokości, bo w ogłoszeniu urzędnicy lojalnie uprzedzili, że „cenę nakrycia ustalono na 2,50 marki”. Nas zastanawia jeszcze skrót „Sr. Maj.” zastosowany w zaproszeniu zamiast pełnego brzmienia „Seine Majestät”, czyli „Jego Wysokość”. To pewnie dlatego, że „J. Wys.” łatwo mieściło się w jednej wąskiej szpalcie ogłoszenia i dlatego kosztowało ono tylko 10 fenigów. Nie widać tu szczególnego zapału do inwestowania w majestat cesarza. Swoją drogą, Wilhelm II, ostatni cesarz Niemiec i ostatni król Prus w jednej osobie, ledwie 10 lat później zrejterował z ogarniętych rewolucją Niemiec do Holandii. I nigdy nie wrócił.
Bez ceregieli do urodzin J. Wys. podszedł właściciel gospody na dworcu kolejowym w Sobótce. „Panów i Panie najuprzejmiej” zaprosił po prostu na „wielką kolację z golonką”. Sprytny ten oberżysta stosował zresztą zasadę, że każdy pretekst jest dobry, żeby zwabić gości. W innym ogłoszeniu, ozdobionym wizerunkiem lokomotywy (wszak to restauracja dworcowa), G. Fischer zaprasza na „Uroczystość otwarcia nowej poczekalni połączoną ze świniobiciem”. Świniobicie należało do atrakcji wielu gospód w okolicy. Na wtorek drugiego lutego „najuprzejmiej” zapraszał na nie R. Schimmel z Rosalienthal (dziś Sobótka-Górka), obiecując dodatkowo „kolację z kiełbasą”. Z kolei pani Wendler oferowała w swojej gospodzie „od godziny 9. gotowaną świeżonkę, a wieczorem  kiełbasy” z dopiero co ubitej świni. Przełom stycznia i lutego musiał być trudny dla okolicznej trzody chlewnej, bo w „Kurierze” tylko jednego dnia ukazały się zaproszenia aż czterech gospód na kolację po świniobiciu.

Kupiec w piekle

Ale nie tylko jedzenie i picie oferowano w gospodach w Sobótce i okolicy, dbano też o rozrywkę. Restauracja „Zur gold. Sonne” („Pod Zł. Słońcem” - ach, ta wąska szpalta!) w niedzielę 17 stycznia 1909 roku otwierała swe podwoje dla „Wlk. Teatru Czarów”. W programie między innymi: „Diabelska skrzynia albo ściskanie urzędników celnych, kupiec w piekle, stolik spirytystyczny oraz czarodziej pod postacią współczesnego ogrodnika. O godzinie 4. wielkie przedstawienie dla dzieci, o 8. wielka gala”. Dla podkreślenia wyjątkowości imprezy w ogłoszeniu mowa nie o zwykłym wejściu na przedstawienie, lecz o „Entree” – dla dorosłych w wysokości 50, 40 lub 30 fenigów (na galerii), a dla dzieci 20 pf. „Obiecując naprawdę wesoły wieczór, do licznego przybycia najuprzejmiej zaprasza Hugo Koschine, współczesny czarodziej-artysta. PS. Ci, którym nie spodoba się mój występ otrzymają zwrot pieniędzy”. I dobrze, mogą się przecież przydać na święto piwa albo świniobicie.

Tekst Roman Skąpski

Zdj. Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok