Poniedziałek, 26 lutego 2024
Imieniny: Bogumił, Aleksandra, Mirosława
słonecznie
5℃
A+
Tłumacz Google

W Zaprężynie wciąż kwitną fiołki

Po ponad sześćdziesięciu latach odwiedziła dom swojego dzieciństwa. Hrabina Josepha von Merveldt (z domu Raczek) spędziła w Zaprężynie (gmina Długołęka) dziesięć szczęśliwych lat. W wygodnym, eleganckim pałacu z lat 80. XIX wieku mieszkała od urodzenia do 1945 roku, kiedy to wraz z rodzicami i mieszkańcami wioski uciekła przed Rosjanami na zachód. Jej matka, Dolores von Raczek, razem z dziećmi wyjechała z grupą kobiet, ojciec, Kurt von Raczek, przewodził mężczyznom. Przed wyjazdem część cennych rzeczy zakopano, przedmioty te jednak nigdy nie wróciły do właścicieli.

Dolores von Raczek pochodziła ze szlacheckiego rodu von Raczków, który posiadał niedaleko Gliwic spory ziemski majątek. Rodowa posiadłość w Przyszowicach i majątek w Gierałtowicach po III powstaniu śląskim znalazły się po polskiej stronie. Dolores za swą ojczyznę uznawała Niemcy i trudno było jej się pogodzić ze zmianą państwowych granic. Z ciężkim sercem sprzedała Gierałtowice, w których po śmierci ojca zamieszkała, i przeprowadziła się do Zaprężyna (niem. Sapraschine). Wioska leżąca w pobliżu malowniczych Wzgórz Trzebnickich znajdowała się stosunkowo blisko Wrocławia, gdzie Dolores w 1897 roku przyszła na świat.

Swej matki – Margaret Emmy (z domu Ludwig) prawie nie pamiętała, gdyż ta opuściła męża i dzieci, gdy dziewczynka miała zaledwie cztery lata. Margaret była aktorką, nie nadawała się do życia na wsi. W przebudowanym specjalnie dla niej przyszowickim pałacu, mimo wygody i luksusu, nie czuła się szczęśliwa. Brakowało jej „światowego życia”, miejskiej energii, wrocławskich znajomych, sceny. Wieś w przenośni i dosłownie, jak twierdziła: „śmierdziała”. Po kilku latach podjęła więc decyzję o opuszczeniu bogatego męża oraz trzech córek i odeszła. Nie wyjechała jednak sama, u swego boku miała „artystę” – zatrudnionego w pałacu dekoratora wnętrz – a w torebce ukrytą sporą sumę pieniędzy, za którą Franz Raczek planował dokupić ziemię. Dolores mogła tego nie pamiętać, ale pewnie słyszała potem od starszych sióstr bliźniaczek, jak ojciec z dziećmi zagrodził matce drogę, próbując ją zatrzymać, a ta, odpychając rodzinę, powtarzała: „Weg! Weg!” (Z drogi! Z drogi!). Dolores, nazywana po śląsku Doulą, matki nie widywała, ojciec ograniczył Margaret prawa rodzicielskie, a gdy ta po latach próbowała wrócić do rodziny, nie przyjął jej. Wychowanie córek powierzył niani.

Niemal „od zawsze” Dolores darzyła miłością swego bliskiego kuzyna – niezwykle przystojnego Hansa Bolka von Raczka. Ten jednak nie zwracał na nią uwagi, w ogóle raczej nie oglądał się za płcią piękną. Może z powodu niegasnącego uczucia Dolores długo nie wychodziła za mąż, a może nieszczęśliwe związki jej starszych sióstr (jedna poślubiła Justina Korna, utracjusza, człowieka bardziej ceniącego sobie życie bon vivanta niż mir domowy, druga wyjechała z mężem do Stanów Zjednoczonych, lecz potem uciekła od niego i wkrótce popełniła samobójstwo) spowodowały, że na ślubny kobierzec wstąpiła, mając lat trzydzieści siedem. Poślubiła Kurta, który był młodszym bratem… Hansa Bolka.

Dolores była kobietą nowoczesną o mocnym charakterze. Jeszcze w Przyszowicach wzbudzała zgorszenie, opalając się nago, musiano schodzić jej z drogi, aby nie otrzymać razów szpicrutą, gdy w szaleńczym tempie jeździła konno po majątku ojca, lubiła podróżować, ubierać się modnie i błyszczeć w towarzystwie. Jednocześnie twardo stąpała po ziemi, a mężowi, który doglądał zaprężyńskiego majątku i w przeciwieństwie do niej nie odziedziczył zbyt wiele, wypłacała pensję za wykonaną pracę.

Po ucieczce z Zaprężyna von Raczkowie musieli zapomnieć o wygodnym pałacu z ogrodem zaprojektowanym przez znanego architekta krajobrazu Karla Foerstera i o utraconym na Śląsku majątku, żyli i mieszkali skromnie, w pokoju z kuchnią. Dolores przeżyła 73 lata, zmarła w Osnabrück w 1970 roku, jak wspominała matkę Josepha: „Choć biedna, była damą do końca”.

A co z pałacem? W czasie wojny nie uległ zniszczeniu, ale przez jakiś czas służył jako roszarnia lnu, a później zamieniono go na budynek wielorodzinny, więc wnętrze zostało mocno zmienione i zdewastowane. Zachowała się ładna klatka schodowa. Obecnie pałac jest własnością prywatną. Odtworzony przed laty przez nowego właściciela przypałacowy ogród wygląda o tej porze roku dobrze, podobno wciąż na jednej z rabatek wiosną kwitną i pachną fiołki, zasadzone tam jeszcze przed wojną.

Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz

Zdjęcia archiwalne dzięki uprzejmości Pani Krystyny Augustyniak, autorki książki pt. „Raczkowie przyszowiccy”.

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok