Wtorek, 10 lutego 2026
Imieniny: Elwira, Jacek, Scholastyka
mgła
-4℃
Tłumacz Google

Remis bez wskazania, czyli jak Długołęka i Szczodre żyć bez siebie nie mogły (część druga)

 

Dwie wsie, a każda inna. W Długołęce stawy, w których pluskają się gęsi, w Szczodrem wspaniała rezydencja mająca ponad czterysta pokoi. A jednak żyły zgodnie, choć zdarzało się, że pod pewnym względem współzawodniczyły.

 

„Wioska po wojnie była bardzo mała. Domy były tylko przy ulicy Wiejskiej, Broniewskiego, króciutkiej Stawowej i przy Wrocławskiej […]. Wrocławska była bardzo wąska, dookoła – po obu stronach trasy – same pola. A po polach biegały zające, sarny, a nawet bażanty”. Tak wspominali Długołękę jej pierwsi powojenni mieszkańcy. Zauroczyły ich też liczne stawy, z których do dzisiaj zachowały się tylko dwa, znacznie mniejsze niż przed wojną. Większość zasypano w latach 70. XX wieku. Chociaż przedwojenna Długołęka miała dwie restauracje, szkołę, sklep, piekarnię, pocztę i oczywiście kościół, a liczba jej mieszkańców podwoiła się w ciągu stu lat, przekraczając siedemset osób w 1935 roku, to zachowała swój sielski, rolniczy charakter. Przed wojną istniały tu pięćdziesiąt cztery gospodarstwa, tylko cztery miały więcej niż dwadzieścia hektarów. No i brakowało „pałacu”, siedziby właścicieli ziemskich, jakie znajdowały się niemal w każdej śląskiej wsi.

Pałac owszem, był i to królewski, nieco tylko mniejszy od Windsoru, na którym go wzorowano. Stał po drugiej stronie drogi Wrocław-Oleśnica w Szczodrem, wówczas Sibyllenort. Od 1904 do 1932 roku mieszkał w nim ostatni król Saksonii – Fryderyk August III. W swojej rezydencji zgromadził cenne obrazy, meble i unikatowe zbiory miśnieńskiej porcelany, wszystko to mogła oglądać publiczność specjalnie w tym celu przybywająca do Szczodrego. Aby podziwiać cuda pałacu oraz otaczający go wspaniały park, do Sybillenort pielgrzymowało rocznie nawet siedemdziesiąt tysięcy zwiedzających. 

 

Pociąg do sławy

Miłośnicy sztuki przybywali tu koleją z Wrocławia. Stacja, tak jak „Wilcza Karczma” opisana w poprzednim odcinku „Wędrownika”, znajdowała się pomiędzy Długołęką a Szczodrem. I trzeba szczerze powiedzieć, że pociąg by się tu nie zatrzymywał, gdyby nie rezydencja w Sibyllenort i jej znamienici właściciele. Oczywiście w 1868 roku, gdy stację zbudowano, pałac (wówczas jeszcze nieco skromniejszy) należał nie do rodziny królewskiej, lecz „tylko” książęcej – Wilhelma, ostatniego księcia oleśnickiego z dynastii brunszwickiej. Stacja nosiła nazwę Sibyllenort, ale korzystali z niej także mieszkańcy Długołęki. Na pocztówce z początków XX wieku, przedstawiającej znamienite obiekty w tej wsi (m.in. sklep, piekarnię, plebanię), znalazła się i taka z tekstem: „Pozdrowienia z Langewiese, sześć minut od dworca Sibyllenort”.
Z pewnością mieszkańcy Długołęki byli też świadkami pożegnań na owej stacji królów Saksonii – zmarłego w 1902 roku Alberta i trzydzieści lat później Fryderyka Augusta III. Każdego z nich odprowadzono w uroczystym orszaku na stację Sibyllenort, skąd specjalnymi pociągami wyruszyli w ostatnią podróż do Drezna, gdzie ich pochowano. Swoją drogą ciekawe, czy Szczodre i Długołęka nie gościły już ponad dwa wieki wcześniej saskich królów udających się z Drezna do Warszawy. Wszak August II Mocny i August III zasiadali na polskim tronie łącznie przez 66 lat począwszy od 1697 roku, a „Wilcza Karczma” na szlaku do polskiej stolicy istniała od roku 1684.
Czy to akt dziejowej sprawiedliwości, czy po prostu znak czasów – sto lat po powstaniu dworca Sibyllenort, na początku lat 70. XX wieku budynek – chociaż stał tam, gdzie zawsze – znalazł się w Długołęce i nazwę tej miejscowości nosi współcześnie.

 

Polski szlachcic na białym koniu

Mieszkańcy Długołęki nie musieli jednak wspomagać się potęgą Szczodrego, by uczynić swoją wieś sławną. Tak jak do Sibyllenort pielgrzymowali turyści, by zwiedzać pałac, tak do Langewiese udawali się pątnicy, żeby w tutejszym kościele podziękować za cud. Wydarzył się on setki lat przedtem, zanim w Szczodrem zamieszkał król Fryderyk August. Podobno wszystko zaczęło się od wykradzenia hostii w 1453 roku w tutejszym kościele, którego to czynu z poduszczenia Żydów dopuścił się jeden z długołęckich kmieci. Żydzi tak hostię maltretowali, aż pociekła z niej krew – głosiły przekazy. Kmiecia wraz z żoną pojmano, podobnie jak inicjatorów świętokradztwa, i potraktowano zgodnie z ówczesnym zwyczajem, czyli po torturach spalono. Jeden z przekazów mówił też, że w tym samym czasie jedna z dziewcząt z Długołęki zamiast przyjąć podczas mszy hostię, ukryła ją, a potem, zapewne przestraszona własnym czynem, porzuciła koło kościoła. Gdy przejeżdżał tamtędy polski szlachcić, jego konie padły pokornie na kolana i za nic nie chciały ruszyć z miejsca. Szlachcic odkrył nienaruszoną hostię opromienioną świetlistą koroną. Na miejscu zdarzenia powstała kaplica. To ona stała się celem pielgrzymek.

 

Niech król płaci!

W tym miejscu Długołęka zaznaczyła swoją przewagę nad Szczodrem – ona nie miała pałacu, za to w Szczodrem brakowało kościoła (w pałacu znajdowała się tylko kaplica). Stąd wizyta w świątyni w Langewiese w 1884 króla Saksonii Alberta i jego małżonki. Pobożna królowa Karola, która właśnie przeszła na katolicyzm, w religijnym zapale ufundowała po tej wizycie nową kaplicę, grotę na wzór tej w Lourdes we wnętrzu świątyni, a także ołtarz, stacje drogi krzyżowej i inne wyposażenie. W wydanym w 1937 roku zbiorze „Śląskie miejscowości pielgrzymkowe w czasach dawnych i współczesnych” czytamy o hojności królowej i skąpstwie mieszkańców Długołęki: „Królewskie datki tak rozzuchwaliły parafian, że nie chcieli już później składać ofiar na potrzeby kościoła i żądali od ambitnego proboszcza Ernsta, by prosił o pieniądze rodzinę królewską, która dawno już nie była wtedy tak bogata”.
W późniejszych latach także kolejny król – Fryderyk August III, który po abdykacji w 1918 roku na stałe zamieszkał w pałacu w Szczodrem, wielokrotnie przybywał na msze i uroczystości do kościoła w Długołęce. W samej świątyni zaś do dzisiaj można oglądać ufundowane przez jego wuja Alberta i królową Karolę wyposażenie, podobnie jak obraz przedstawiający cudowne odnalezienie hostii. I tylko zapał pielgrzymkowy z czasem osłabł, o czym donosi autor cytowanego wyżej zbioru z 1937 roku: „Dzisiaj do Długołęki przybywa około tysiąca pielgrzymów. […] Wrocławianie wychodzą z kościoła św. Michała o 4 rano, a o 6 biorą udział we mszy na Psim Polu […]. O 8 są w Długołęce, a o 4 po południu wracają. Niestety, kościelna uroczystość wielokrotnie bywa zakłócana przez nieprzystojne zamieszanie ze strony osób postronnych, co zmusiło proboszcza do protestu u władz świeckich, a nawet spowodowało, że rozważał, czy by nie poprosić eminencji o rezygnację z uroczystości”.

Dziś pięknie utrzymany kościół św. Michała Archanioła, szczególnie malowniczy, gdy patrzy się na niego od strony stawu, stanowi o uroku Długołęki. Zachowało się też kilka starych zabudowań, choć nie wszystkie w dobrym stanie. We wsi znajdują się przedszkole, szkoła podstawowa i liceum, w ostatnich latach powstały imponujący ośrodek kultury i miejsce działań twórczych „Motylarnia”, działa wiele firm. Długołęka, chociaż nominalnie nadal jest wsią, awansowała do rangi stolicy. Stolicy jednej z największych wiejskich gmin w Polsce.

 

Korzystałem ze: Zbigniew Fras przy współpracy Rainera Sachsa i Romana Stelmacha „Dzieje gminy Długołęka” oraz Marlena Marmul-Sochacka „Długołęka wczoraj i dziś”.

 

Roman Skąpski, Stowarzyszenie TUITAM

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok