Środa, 21 lutego 2024
Imieniny: Eleonora, Feliks, Kiejstus
mżawka
6℃
A+
Tłumacz Google

Po drugiej stronie lustra, czyli komfortowe osiedle robotnicze sprzed stu lat

Miejsce to robi wrażenie nie tylko na filmowcach (powstały tu zdjęcia m.in. do „Konsula” i „Wielkiego Szu”), bowiem przechodząc od ul. Fabrycznej przez wielką ceglaną bramę, trafiamy na chwilę do innego świata. Panuje tu cisza i zaskakujący spokój, tylko lekki wiatr porusza rozwieszonym na sznurkach praniem. Kilka ładnych ceglanych wielorodzinnych domów stoi po obu stronach krótkiej uliczki, na końcu której dominują dwa kominy elektrociepłowni Czechnica pomalowane w biało-czerwone pasy (wyższy z kominów ma ponad 130 metrów).

Pierwszy prąd popłynął z siechnickiej elektrowni 1 stycznia 1911 roku, a już od 1912 roku rozpoczęto budowę osiedla mieszkaniowego dla pracowników zakładu. Domy stawiano sukcesywnie, wraz z rosnącą potrzebą zatrudniania nowych pracowników we wciąż powiększanej elektrowni.

Osiedle robotnicze zaprojektowano z niezwykłą dbałością o wygodę lokatorów i, co może dziwić, dzisiejsi mieszkańcy domów przy ul. Fabrycznej przyznają, że po prawie stu latach od chwili ich powstania wciąż mieszka się tu bardzo dobrze. Paul i Richard Ehrlichowie, architekci, którym powierzono projekt osiedla (potem również rozbudowę elektrowni), pomyśleli niemal o wszystkim.

Na osiedle wchodzi się przez wysoką bramę znajdującą się w budynku o lekko zaokrąglonej fasadzie.  Architektom zależało, aby mieszkańcy żyjący w wielorodzinnych budynkach mieli uczucie prywatności, dlatego wejścia zaprojektowano w miarę możliwości w jak największej odległości od siebie. Na klatce schodowej na piętrze znajdowały się maksymalnie dwoje drzwi, a mieszkania na parterze dodatkowo wyposażono w nieduże, częściowo zabudowane werandy.

Dzisiaj można by pozazdrościć przestrzeni, jaką do życia dysponowali robotnicy elektrowni w pierwszej ćwierci XX wieku. Mieszkania miały bowiem kuchnię i dwa lub trzy pokoje o całkowitej powierzchni od 65 do 76 m², spora była też wysokość pomieszczeń (od 2,90 do 3,60 m). Oczywiście osiedle posiadało wiele udogodnień: było zelektryfikowane, skanalizowane, a we wszystkich mieszkaniach z kranów leciała bieżąca woda.

Ehrlichowie zadbali też o estetykę całego osiedla. Domy z cegły miały dachy kryte czerwoną dachówką, a kolorowe okiennice kontrastowały z białymi framugami okien. Dodatkowo jako element izolacyjny i ozdobny wykorzystano ciemne drewno, którym pokryto zewnętrzne ściany mieszkalnej części poddasza. Pomyślano nawet o takich detalach, jak skrzynki na kwiaty umieszczone na werandach.

Kim byli architekci siechnickiego osiedla? Zanim Richardowi i Paulowi Ehrlichom powierzono pracę nad projektem mieszkań dla robotników podwrocławskiej elektrowni, bracia pracowali w działającym od 1906 roku prywatnym biurze architektonicznym (przy dzisiejszym pl. Orląt Lwowskich) i na koncie mieli wiele ważnych realizacji, głównie dla wrocławskiej gminy żydowskiej oraz jej członków. Na początku XX wieku byli bardzo wziętymi i cenionymi architektami, w dodatku niezwykle pracowitymi. Zaprojektowali kilka budynków stanowiących zabudowę dziedzińca synagogi Pod Białym Bocianem przy ul. Włodkowica we Wrocławiu, sierociniec dla dzieci żydowskich przy pl. Pereca, przebudowali kilka zabytkowych kamienic w ścisłym centrum miasta, w tym również na Rynku, byli autorami projektów prywatnych willi żydowskich przedsiębiorców i domów handlowych, m.in. kojarzonego chyba przez wszystkich wrocławian domu Pod Świętym Hieronimem na rogu ulic Świdnickiej i Teatralnej. Po 1933 roku, gdy w Niemczech do władzy doszli narodowi socjaliści, otrzymywali coraz mniej zleceń, a dwa lata później zakończyli działalność. W 1942 roku wywieziono ich z Wrocławia do obozu koncentracyjnego w Terezinie i tam obaj zostali zamordowani.

Chociaż sporo projektowanych przez Ehrlichów obiektów nie zachowało się do dzisiaj, to ich ponad trzydziestoletnia bardzo aktywna działalność sprawiła, że spacerując po Wrocławiu lub innych śląskich miastach (m.in. w Bytomiu, Wałbrzychu, Kamiennej Górze), zobaczymy wiele ciekawych realizacji obu architektów. Na kilku z nich bracia zostawili swoje wykute w kamieniu inicjały. I chociaż nie podpisali się na budynkach osiedla w Siechnicach, to z pewnością jest to projekt, którego dzisiaj absolutnie nie musieliby się wstydzić.

Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM

Zdjęcia

  1. Widok na „zamknięte” robotnicze osiedle sprzed stu lat od ulicy Fabrycznej
  2. Budynki zaprojektowane przez braci Ehrlichów (widok od strony ul. Fabrycznej)
  3. Krótka ulica zamknięta jest bramą wjazdową do elektrociepłowni Czechnica
  4. Brama wjazdowa na teren osiedla
  5. Zadbano tutaj o estetykę detali; obramienie wejścia na klatkę schodową
  6. Po powodzi w 1997 roku werandy zostały niestety całkowicie zabudowane;  „otwarta” jest obecnie już tylko jedna
  7. Dom własny architekta Paula Ehrlicha przy ul. Jarzębinowej
  8. Podpis architekta nad wejściem do domu Paula Ehrlicha

 

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok