Czwartek, 29 lutego 2024
Imieniny: Lutosław, Roman, Teofil
pochmurno
7℃
A+
Tłumacz Google

Pałac z klasą - Krzyżowice

W dawnym salonie baronowej Luizy (z domu Tschirsky), w którym sędziwa arystokratka spędzała większość dnia, wspominając lata młodości i bliskich, których kochała, mieści się dziś gabinet historyczny. Wykusz w tym pomieszczeniu, z widokiem na ogród, powstał po pożarze krzyżowickiego pałacu podczas ostatniej jego dużej przebudowy w 1891 roku. Do stycznia 1945 roku, gdy Eulenburgowie, ówcześni właściciele, musieli opuścić pałac, salon ten pękał w szwach od mebli i zgromadzonych tu bibelotów. Trzeba było nie lada zwinności, aby przeciskając się pomiędzy fotelami, krzesłami, otomanami, stolikami i etażerkami, nie strącić jakiegoś porcelanowego wazonu czy zdjęć w ozdobnych ramkach. Dzisiaj w dwóch rzędach stoją tu szkolne ławki. Przejście do sąsiedniego pokoju, który znajdował się po lewej stronie, a był kiedyś sypialnią baronowej, z praktycznych względów zamknięto. Otwarte są drzwi do małego pomieszczenia po prawej stronie, gdzie kiedyś urządzono niedużą biblioteczkę. Obecnie to zaplecze sali lekcyjnej.

Część dawnego „salonu przodków”, gdzie na wszystkich przechodzących spoglądali ze ścian antenaci spowinowaconych rodów von Tschirskich i von Reichellów oraz nie mniej zacnej (choć uwikłanej na początku XX wieku w skandal obyczajowy) rodziny von Eulenburgów, zajmuje klasa biologiczna. Na parterze w dawnym biurze hrabiego Wernera von Eulenburga zachowała się dębowa boazeria i misterna sztukateria na suficie, dzisiaj znajduje się tu szkolny sekretariat, uczniowie załatwiają różne codzienne sprawy lub czekają na wizytę u dyrektorki szkoły. Gabinet pani dyrektor mieści się bowiem w dawnej sypialni Wernera i Mariii Eulenburgów, gdyż podczas wojny, po śmierci ciotki Luizy, młode małżeństwo przeniosło się z bocznego skrzydła na piętrze na parter budynku. Było tu bezpieczniej i wygodniej, łazienka znajdowała się tuż obok sypialni, w przyziemiu wieży.

W najbardziej okazałym pałacowym salonie, którego ściany wyłożone są malowanymi kobaltowymi kafelkami (taką ozdobę ścian ma również korytarz z drzwiami wyjściowymi do ogrodu) i gdzie można poprawić fryzurę, przeglądając się w kryształowym lustrze, uczniowie spędzają przerwy i czas wolny. Nauczyciele odstąpili ten najpiękniejszy w pałacu salon uczniom, przenosząc się kilka lat temu do dawnego salonu ogrodowego z kominkiem.

Z parteru do klas znajdujących się na piętrze przechodzi się reprezentacyjną klatką schodową po marmurowych schodach. Na kamiennej balustradzie wciąż stoi lew z rogiem obfitości, w którego otwartym pysku widać ukruszony marmurowy język.

Obok pałacu pod koniec XIX wieku zbudowano elegancką willę. Po wiekowych drewnianych schodach dawniej chodzili do swoich mieszkań inspektor majątku oraz służba pałacowa, dziś podążają tędy uczniowie do gabinetów lekcyjnych lub nowocześnie wyposażonej kuchni na zajęcia z gotowania.

Zamykające kiedyś dziedziniec gospodarczy (pałac z niedużym placykiem oddzielony był od części gospodarczej wysokim żywopłotem) zabudowania również zmieniły swoje pierwotne przeznaczenie. W jednym z nich, gdzie mieściła się między innymi powozownia, funkcjonuje szkolny internat. Być może obok powozów i bryczek trzymano tutaj przed wojną samochód, gdyż wśród osób zatrudnionych w gospodarstwie wymieniany był szofer.

Po przeciwnej stronie placyku stoi budynek dawnej ujeżdżalni (dziś sala gimnastyczna). Rodziny Reichellów i Tschirskich szczególną miłością darzyły konie, mężczyźni podczas służby wojskowej zazwyczaj walczyli w kawalerii, w czasach pokoju byli znanymi hodowcami. Mortimer Tschirski-Renard w swym odziedziczonym po wuju majątku w Strzelcach Opolskich posiadał stadninę koni pełnej krwi angielskiej i koni wyścigowych, które wygrywały z najlepszymi ogierami w kraju.

 Nie zmieniła się funkcja stajni. Na szczycie dachu wciąż można zobaczyć blaszany koński łeb, a w środku konie, kozy i osły. Uczniowie klas hodowli koni mogą na miejscu uczyć się jazdy konnej, ujeżdżania, powożenia, skoków przez przeszkody. Przed wojną trzymano w stajni trzydzieści koni do pracy w polu, w oborach zaś około setki krów. Codziennie z gospodarstwa w Krzyżowicach do Wrocławia dowożono świeże mleko (udój zaczynano o drugiej w nocy, aby zdążyć dostarczyć mleko na szóstą rano).

Na szczęście krzyżowicki pałac nie podzielił losu wielu innych tego typu obiektów na Dolnym Śląsku, nie został zniszczony, zdewastowany czy zamieniony w ruinę przez niegospodarność. Już w 1947 roku powołano do życia Zespół Szkół Rolniczych w Krzyżowicach. W pierwszym dniu roku szkolnego w dawnych pałacowych salonach naukę rozpoczęło trzydziestu sześciu uczniów. Na początku lat 50. XX wieku na kilka lat szkołę zamknięto, przystosowując obiekt  i budynki gospodarcze do potrzeb wciąż rozwijającej się szkoły rolniczej. W 2007 roku uroczyście obchodzono 650-lecie pierwszej wzmianki o Krzyżowicach i 60-lecie szkoły. Wyremontowany niedawno pałac prezentuje się dziś naprawdę dobrze.

Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok