Piątek, 04 września 2026
Imieniny: Ida, Liliana, Roch
deszcz
19℃
Tłumacz Google

Nie być mamałygą! Czyli co nieco o kukurydzy

Wakacje, wakacje i już po wakacjach! Wracamy więc z naszym powakacyjnym cyklem "Wędrownik". Zapraszamy w kukurydzę! 

 

Nie być mamałygą! Czyli co nieco o kukurydzy

Co ma wspólnego kukurydza z powstaniem człowieka i wywołującym niesmak słowem „mamałyga”? Co nazywane jest jedwabiem kukurydzianym i czy popcorn jest zdrowy? Czy to prawda, że liczba rzędów ziaren w kolbie jest zawsze parzysta? Czy rzeczywiście można usłyszeć, jak kukurydza rośnie? No i czy potrzebna nam nić Ariadny, aby wyjść z kukurydzianego labiryntu?

 

Dla mieszkańców Ameryki Łacińskiej kukurydza była rośliną świętą, obiektem kultu, jej nazwę tłumaczono jako „to, co podtrzymuje życie”. Majowie wierzyli, że z krwi i mąki kukurydzianej bogowie ulepili pierwszego człowieka. Choć kukurydza znana jest od dziewięciu tysięcy lat (już wtedy uprawiano ją na terenie dzisiejszego Meksyku), to do Europy trafiła prawdopodobnie dopiero pod koniec XVI wieku, wraz z drugą wyprawą Kolumba. Nazywana „złotem Indian”, zmieniła określenie na „turecka pszenica”, gdy przez Portugalię trafiła do Afryki, Indii, a stamtąd do Turcji. Przez Węgry dopiero pod koniec XVII wieku przybyła na tereny Polski (to z języka węgierskiego zapożyczyliśmy dziwnie brzmiące w języku polskim słowo „kukurydza”). 

 

Ze słowem kukurydza może spokojnie konkurować „mamałyga”, pochodząca z języka rumuńskiego, a dziś kojarząca się głównie z jakąś potrawą o konsystencji nieapetycznie wyglądającej papki lub z osobą ciapowatą i niezdecydowaną w działaniu. Mamałyga to narodowe danie rumuńskie przyrządzane z mąki lub kaszy kukurydzianej. Swego czasu popularne było w kuchni galicyjskiej i ludność pochodząca ze Lwowa oraz okolic, która przybyła na Dolny Śląsk po II wojnie światowej, znała mamałygę bardzo dobrze. Dzisiaj popularniejsze są płatki kukurydziane z mlekiem i oczywiście popcorn. Prażonymi ziarnami kukurydzy zajadali się już prawdopodobnie rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej tysiące lat temu. Obecnie ta popularna przekąska bywa przekleństwem dla wielbicieli kina, którzy w czasie seansu preferują ciszę. Dietetycy uważają, że jest zdrowa, jeśli nie przesadzamy z ilością tłuszczu i nie dodajemy soli ani cukru. Szklanka popcornu przygotowanego bez użycia tłuszczu ma zaledwie trzydzieści jeden kalorii. Znamię kukurydzy, czyli cienkie wąsy, nazywane też „corn silk”, czyli jedwabiem kukurydzianym, wykorzystywane jest w medycynie, między innymi w stanach zapalnych nerek, pęcherza moczowego czy w leczeniu cukrzycy.

Dlaczego w „Wędrowniku” temat  kukurydzy pojawia się właśnie teraz? Bo gdy po żniwach wspomnieniem są już tylko falujące na wietrze łany pszenicy, niepodzielnie na polach króluje „złoto Indian”. Dobrej jakości gleby na terenie powiatu wrocławskiego doskonale nadają się do uprawy tego, obok ryżu i pszenicy, najbardziej popularnego na świecie zboża. Kukurydziane pola jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie stanowiły wcale na Dolnym Śląsku swojskiego krajobrazu. W latach 50. XX wieku w Kobierzycach utworzono Stację Specjalną Hodowli Kukurydzy (z siedzibą w kobierzyckim pałacu), gdzie dokonywano pionierskich badań w hodowli i nasiennictwie tego gatunku, a kilka lat później powstał tu pierwszy w Polsce Zakład Suszenia i Kalibrowania Nasion Kukurydzy. Okoliczne pola szybko zamieniły się w doświadczalne uprawy różnych odmian kukurydzy. Prace badawcze nad „turecką pszenicą” w Kobierzycach trwają do dzisiaj.

Podobno w upalne letnie noce można usłyszeć, jak kukurydza rośnie. Trzeba tylko udać się na kukurydziane pole nad ranem, gdy wilgotność powietrza jest największa. Usłyszymy wtedy dziwne trzaski i szelesty spowodowane gwałtownie rozwijającymi się liśćmi. Dla tych, którzy szukają przygód, w Magnicach i Pełczycach (gmina Kobierzyce) przygotowano kukurydziane labirynty. Pokonanie gmatwaniny korytarzy, których ściany tworzą wysokie rośliny, to prawdziwe wyzwanie. Gdy już się zgubimy w labiryncie, podczas odpoczynku można policzyć ziarna w kolbie dojrzałej kukurydzy (podobno zdarza się, że jest ich tam nawet tysiąc dwieście) oraz rzędy ziaren, by się przekonać, że zawsze będzie to liczba parzysta. 

Pokonanie labiryntu to świetna zabawa pod warunkiem, że nie okażemy się mamałygą!

 

Tekst: Marta Miniewicz

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Następna

Pozostałe
aktualności

Kliknij aby zamknąć.Popup
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok