Niedziela, 02 sierpnia 2026
Imieniny: Karina, Gustaw, Stefan
słonecznie
17℃
Tłumacz Google

Kto ma ogród, ten wierzy w przyszłość

„Słyszysz?

Co?

No właśnie, w ogóle nic tu nie słychać!”

Taki dialog odbył się prawie trzydzieści lat temu, gdy zimową porą do Owsianki przyjechał ojciec Katarzyny Nowak, która wraz z mężem Krzysztofem wybrała na miejsce do życia i tworzenia podwrocławską wieś. Tutaj „kończyła się droga, kończył się las”, nie było żadnego autobusu ani pociągu, wspominają. O wyborze Owsianki zdecydowało kilka rzeczy: na działce stała stodoła, która miała podłączoną siłę, co dawało od razu możliwość wstawienia pieca do wypału ceramiki, a w stodole była wielka przestrzeń do pracy, do malowania i rzeźbienia. Katarzyna opowiada, że pojawił się też motyw „romantyczny”, bo podczas pierwszej wizyty w malutkiej Owsiance ukazał im się sielski obrazek: było biało od baldachimów kwitnącego czarnego bzu, a tuż za zabudowaniami pasły się spokojnie sarny (być może właśnie to stadko zniszczyło im później pierwszy sad, obgryzając w zimie owocowe drzewka).

 

Katarzyna i Krzysztof ukończyli wrocławską Akademię Sztuk Pięknych, on malarstwo, ona ceramikę. Oboje dzieciństwo spędzili na wsi, ona na Lubelszczyźnie, on w Siedlakowicach, niedaleko Wrocławia. Już jako dorośli postanowili na wieś wrócić. Wieś dała im wolność tworzenia, zaoferowała idealne miejsce do pracy, mogli wreszcie zapomnieć o wynajmowaniu pracowni.

 

„Gdybym była w mieście, nie mogłabym się tak rozpędzić, nie miałabym tyle planów”, mówi Katarzyna i przytacza stare przysłowie: „Kto ma ogród, ten wierzy w przyszłość”. To ona zajmuje się ogrodem, który z lekką ironią nazywa spontanicznym albo dekadenckim. Obok dzwonków i słoneczników rosną tu pokrzywy, łąkowe szałwie i inne „chwasty”, które pielęgnuje tak samo jak kolorowe dalie. Zadaniem Krzysztofa jest opieka nad sadem (zawsze chciał mieć sad) i częścią warzywną. Dużo czasu spędzają na pracy w ogrodzie, który wcale nie rywalizuje z ich sztuką, jest naturalnym uzupełnieniem życia na wsi. Zresztą w swojej twórczości oboje „myślą ogrodem”, bo często wykonują rzeźby właśnie do prywatnych założeń ogrodowych. Pracują razem, właściwie cały dzień są w pracy, „którą lubimy”, dopowiada Krzysztof. To prawdziwy komfort, że podczas twórczego procesu nie muszą się wyłączać, z pracowni przechodzą do domu, z domu wychodzą do ogrodu, aby znów móc płynnie wrócić do rzeźbienia.

 

W stodole oprócz pracowni znalazło się miejsce na galerię obrazów i rzeźb. Jak opowiadają ze śmiechem, galeria powstała z powodu wizyty ambasadora Stanów Zjednoczonych. Zapowiedział się w Owsiance w 2005 roku, jadąc do Krzyżowej. Chciał zobaczyć inne prace rzeźbiarki, której kilka rzeźb wcześniej zakupił w Krakowie, a przy okazji osobiście poznać artystkę. Na ścianach wiszą obrazy Krzysztofa, który do malowania wraca zimą, bo pomagając żonie przy większych zamówieniach, sam odkrył przyjemność w rzeźbieniu. Jak mówi, glina nie lubi przerw w pracy, tymczasem nad niektórymi obrazami pracuje długo, czasami zajmuje mu kilka lat, zanim uzna, że obraz jest skończony. Jego płótna przypominają mi trochę fragmenty starożytnych manuskryptów, bo pokryte są inskrypcjami i graficznymi symbolami. Na półkach, parapetach, na podłodze stoją rzeźby, czasem bardzo kameralne, inne dwu-, trzymetrowe, przeznaczone do eksponowania w przestrzeni zewnętrznej. Duża część to prace Katarzyny – popiersia kobiet i kobiece akty. Widać, że artystkę nie przestaje fascynować człowiek i piękno kobiecego ciała, udaje jej się uchwycić w swych pracach ruch i emocje postaci.

Z różnych stron patrzą na nas zamyślone, zastygłe na moment w swej doskonałości kobiety i uskrzydlone postacie. „Robimy rzeczy pozytywne”, mówi Krzysztof, i trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

 

Tekst: Marta Miniewicz 

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok