Poniedziałek, 26 lutego 2024
Imieniny: Bogumił, Aleksandra, Mirosława
słonecznie
5℃
A+
Tłumacz Google

Kronika kryminalna, czyli zuchwałe kradzieże, rozboje i zbrodnie sprzed dwóch wieków

Zimową nocą z 30 listopada na 1 grudnia 1864 roku dokonano zuchwałej kradzieży. Złodzieje włamali się do pałacu księcia brunszwickiego Wilhelma w Szczodrem i wynieśli cenny komplet sreber stołowych wart 20 tysięcy talarów. Do przeprowadzenia śledztwa sprowadzono specjalnie z Berlina komisarza policji kryminalnej – von Stutterheima. Komisarz szybko znalazł sprawców, odzyskano niemal cały zrabowany skarb, w zastawie brakowało tylko dwunastu srebrnych łyżeczek. Książę nie mógł sam wymierzyć sprawiedliwości, gdyż złodzieje stanęli przed sądem krajowym, dlatego wymyślił dodatkową karę. Kazał wykonać portrety przestępców i powiesić w sali pałacowej w Szczodrem na wieczną ich hańbę. Rzezimieszki ze swych portretów spoglądały na gości, na wrocławian zwiedzających pałac i służbę księcia ku przestrodze, niejednemu przez myśl przeszły pewnie znane przysłowia: o złodziejach, na których czapka gore, o oliwie, która zawsze na wierzch wypływa, czy też o tym, żeby lepiej patrzać kożucha swego, a nie czyjegoś.

Kradzież w pałacu w Szczodrem ze względu na osobę właściciela, wartość łupu i jego szybkie odzyskanie były przez dłuższy czas na ustach wielu osób. Tymczasem włamania do dworów, pałaców i kościołów nie stanowiły rzadkości. Sprawcy często pozostawali niewykryci. Z kroniki parafialnej w Tyńcu Małym wiemy, że do kościoła włamywano się kilkukrotnie. W 1792 roku złodzieje wynieśli z zakrystii (mimo że była zakratowana) dwa srebrne kielichy z patenami, w 1843 roku  zrabowano najcenniejsze naczynia liturgiczne i ornaty, a w dodatku zdemolowano kościół, wybijając szyby w oknach, wyłamując zamki, niszcząc tabernakulum i uszkadzając ołtarze, a hostie porozrzucano. Czterdzieści lat później rabusie skradli m.in. kadzidło (ale bez przykrywki), puszkę do przechowywania hostii i drzwiczki do tabernakulum. Złoczyńcy mieli jednak tym razem resztki przyzwoitości, bo jak czytamy w kronice: „Dzięki Bogu Przenajświętszy Sakrament rabusiowie pozostawili na ołtarzu pod poduszką”.

Zdarzało się, że zwykła kradzież kończyła się morderstwem. I tak w 1899 roku na początku września około północy na niejakiego Schmidta z Sobótki, jadącego na targ w towarzystwie Radecka, trudniącego się zrywaniem owoców, napadnięto na drodze do Wrocławia. Napastnik chciał ukraść kosz z owocami, jednak doszło do bójki i Radeck otrzymał kilka ciosów nożem w okolice serca. Sprawcę co prawda złapano, bo właściciel furmanki krzyczał wniebogłosy, budząc okolicznych mieszkańców, ale jego pomocnik zmarł, zanim dowieziono go do wrocławskiego szpitala.

Sprawcę innej strasznej zbrodni, dokonanej z premedytacją, ścięto toporem w 1841 roku. Karol Weinert, zanim stracił głowę na katowskim pieńku, najpierw sam pozbawił życia służącą Joannę Schneider, noszącą jego dziecko. Złapanego chłopa skuto i doprowadzono do ciała zmarłej, które zostawił w polu na granicy z Małuszowem. Mężczyzna przyznał się do winy, podając jako motyw morderstwa próbę rozwiązanie trudnej osobistej sytuacji; myślał, że bez ciężarnej dziewczyny „będzie mu łatwiej żyć”. Weinerta trzymano najpierw w więzieniu w Kątach Wrocławskich, a potem na proces przewieziono do Wrocławia.

Głośnym echem w prasie, i to nie tylko lokalnej, odbiło się morderstwo dokonane w 1810 roku przez podporucznika Johanna Christopha Eisenharta, syna szefa berlińskiej policji, który wraz z rodziną zamieszkał w królikowickim pałacu. Cierpiącego na straszliwe bóle głowy Eisenharta ogarnęła obsesja, że wszyscy czyhają na jego życie. O udział w spisku podejrzewał służbę, lekarza rodzinnego i nawet swoją żonę, którą wcześniej wychwalał za doskonałość i cnotliwość. Pewnej nocy, gdy czuł się wyjątkowo źle i miał wysoką gorączkę, u jego łoża znajdowała się żona z dwiema córkami. Gdy mężczyzna się obudził w środku nocy i zobaczył małżonkę stojącą w oknie, uznał, że ta chce wpuścić do środka mordercę. W szale dobył szpady, którą trzymał pod łóżkiem, i zaatakował kobietę, a potem również i próbującą obronić matkę starszą córkę. Po dokonaniu zbrodni obłąkany mężczyzna wybiegł z pałacu na wieś i krzyczał, że jest królem. Wreszcie go zatrzymano, a w pałacu odkryto straszliwą zbrodnię: Wilhelmina, żona Eisenharta, i Emilia, jedna z córek, nie żyły. Na ciele żony naliczono aż siedemdziesiąt pięć ran zadanych szpadą. W szoku była cała służba, okoliczna szlachta, a domowy nauczyciel Hilbert napisał po tragedii dedykowany „przytłoczonej tragedią matce i babce” utwór poetycki.

W XIX-wiecznej kronice kryminalnej z okolic Wrocławia moglibyśmy przeczytać zapewne również o licznych podpaleniach dokonywanych z zemsty, rozbojach, ale też o zwykłych sąsiedzkich kłótniach i porachunkach oraz karczemnych awanturach przy piwie i bójkach parobków, w których pulsowała młoda krew. Proboszcz Tyńca Małego, Johannes Thiel, prowadzący kronikę parafialną w XIX wieku z troską, niepokojem i smutkiem kwituje niektóre godne pożałowania zachowania swoich parafian wciąż ciągle dzisiaj powtarzanym przez wiele osób powiedzeniem: „Ach, ta dzisiejsza młodzież”.

Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM

Zdjęcia

  1. Pałac w Królikowicach (gm. Kobierzyce) był w XIX wieku świadkiem wyjątkowo okrutnej zbrodni, o której rozpisywano się w ówczesnych gazetach
  2. Pałac w Królikowicach w wiosennej odsłonie z łanami kwitnącego czosnku
  3. Pałac w Szczodrem (gm. Długołęka). To tutaj dokonano zuchwałej kradzieży srebrnego zestawu obiadowego
  4. Pozostałości po pałacu w Szczodrem, fragment zachowanego bocznego skrzydła
  5. Proboszcz w Tyńcu Małym Johannes Thiel prowadził w XIX wieku kronikę parafialną, w której notował m.in. kryminalne zdarzenia mające miejsce na terenie jego parafii

 

 

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok