Wtorek, 21 kwietnia 2026
Imieniny: Anzelm, Bartosz, Feliks
słonecznie
7℃
Tłumacz Google

Grająca wieża i wędrująca ambona, czyli z historii kościoła w Jordanowie

To, że na kościelnej wieży świszcze wiatr, nie jest nowiną. Ale w Jordanowie Śląskim świstał inaczej niż wszędzie – grał na piszczałce, którą w połowie XIX wieku umieszczono pod ośmiokątnym zwieńczeniem wieży.    

Podobno przy sprzyjającym wietrze dźwięk niósł się bardzo daleko, a szczególnie dobrze słychać go było w nocy. Piszczałkę, jedyną jaka ocalała po zniszczonych organach, umieszczono w wieży jordanowskiego kościoła w 1867 roku, gdy ta po siedemnastu latach doczekała się nowego hełmu. Miał kształt ośmiobocznej piramidy, która do dziś wyróżnia tę świątynię. Poprzedni hełm, barokowy, bulwiasty, z latarnią, czyli ażurowym cylindrem, runął pewnej lutowej nocy 1850 roku podczas wichury.

Jordanowski kościół do organów raczej nie miał szczęścia. Dwadzieścia lat po wybudowaniu spiczastego hełmu, parafianie zafundowali swojej świątyni instrument znanej świdnickiej firmy Schlag&Söhne, która na przełomie XIX i XX wieku montowała organy w wielu śląskich kościołach. Instrument ten przetrwał nienaruszony tylko trzydzieści lat, bo w 1917 roku większość piszczałek zdemontowano. Cyna, z której je zrobiono, potrzebna była wojsku w trwającej wówczas pierwszej wojnie światowej. Na Śląsku zdemontowano wtedy ponad dwa tysiące organów, w tym również zabytkowe z czasów baroku. W Jordanowie grano odtąd do mszy na piszczałkach drewnianych i tych cynowych, które ocalały.

 

Z głębi serca

Historia nie oszczędzała jordanowskiego kościoła, a jej burzliwy bieg znajduje wyraz w jego wyposażeniu. Do dziś we wnętrzu w oczy rzuca się majestatyczny, wsparty na drewnianych kolumnach balkon nad wejściem, zachodzący także na boczne ściany. To pozostałość po czasach, w których tutejsza świątynia była kościołem ewangelickim, czyli przez większość swojego istnienia, w sumie ponad czterysta lat. 

Dokładnie sto dziewięćdziesiąt dziewięć lat po pierwszej wzmiance o kościele w Jordanowie, w 1534 roku świątynia przestała być katolicka. Stało się to zaledwie kilkanaście lat po wystąpieniu Marcina Lutra i początku reformacji, więc trzeba przyznać, że parafianie dość szybko przeszli na nowe wyznanie. Bez wątpienia pomógł im w tym Fryderyk II, władający księstwem brzeskim (z siedzibą w Brzegu nad Odrą), do którego od 1311 roku należał Jordanów. Książę przeszedł na protestantyzm i narzucił to wyznanie w swoim księstwie, usuwając duchownych katolickich.

Pierwszy pastor przybył do Jordanowa z Legnicy cztery lata po przejęciu kościoła. Do historii przeszedł jednak urzędujący od 1566 roku pastor Praetorius. Tak naprawdę nazywał się Scholz, ale uznał, że to nazwisko zbyt pospolite, więc je zlatynizował – „praetor” oznacza po łacinie urzędnika lub sędziego. Praetorius, głosząc kazanie, doznał zawału serca na ambonie. Stało się to 9 lutego 1593 roku. Żył jeszcze trzy dni. We wnętrzu kościoła w Jordanowie umieszczono epitafium z naturalnej wielkości postacią tego duchownego.

 

Biada cudzołożnikom!

Nie wiemy, czy kazanie Praetoriusa było tak płomienne, że jego serce tego nie wytrzymało, pewne jest za to, że ambona odgrywa u protestantów ogromną rolę, jako miejsce, z którego głoszone jest przez pastora Słowo Boże. Ambona, która do dziś znajduje się w Jordanowie, pochodzi z lat 1605-1611, podobnie jak ołtarz główny. Jedno i drugie ufundował właściciel wsi tuż przed wojną 30-letnią (1618-48).
W Jordanowie po tej w istocie religijnej wojnie zostało zaledwie siedem spustoszonych gospodarstw, a w całej gminie tylko trzystu dorosłych mieszkańców. Pastorowie z energią zabrali się do odbudowy ich życia duchowego i moralności. Z dokumentów wynika, że kary kościelne tuż po wojnie 30-letniej dotyczyły głównie występków przeciwko szóstemu przykazaniu. Żeby zadośćuczynić za cudzołóstwo delikwent musiał najpierw stać na baczność przed kościołem, potem przez całą mszę klęczeć przed ołtarzem (a bywało, że trwała ponad dwie godziny), a potem znowu stać na baczność, aż wybrzmią ostatnie pieśni. I tak przez trzy niedziele.

Koniec wojny oznaczał wzmożoną kontrreformację. Kościół jordanowski nadal jednak należał do ewangelików. Za to świątynie w pobliskich Nasławicach i Wilczkowicach stały się katolickie (a później, w czasach pruskich – na powrót ewangelickie). To z kolei sprawiło, że wierni ewangeliccy z tych wsi musieli fatygować się na nabożeństwa do Jordanowa. Tutejszy kościół zyskał miano tzw. kościoła ucieczkowego, czyli stał się schronieniem dla protestantów z terenów, na których przywrócono katolicyzm. Niewielka świątynia nie mogła sprostać tak dużej liczbie wiernych, zarządzono więc jej rozbudowę.

 

Ambona rządzi

Było za co budować. Z rachunków za lata 1711 i 1712 wynika, że kościół w Jordanowie dysponował majątkiem 1500 talarów. Udzielał nawet pożyczek parafianom – na 6%. Ale zasoby szybko stopniały, gdy w 1715 roku wybudowano wieżę. Koniec końców w 1738 roku powstał nowy kościół, barokowy, większy od poprzedniego, chociaż na starych fundamentach. Budowali go m.in. chłopi w ramach pańszczyzny. To wtedy we wnętrzu powstały wspomniane balkony, czyli empory, które mieściły wiernych z całej okolicy. Z czasem zajęły one dwa piętra i opasywały od środka kościół z czterech stron, były nawet za ołtarzem. Chodziło o to, by każdy wierny dobrze usłyszał i zrozumiał Słowo Boże. W latach 70. XVIII wieku ambona stała się częścią ołtarza. Zdemontowano ją dopiero w 1964 roku i dzisiaj błąka się trochę bezużyteczna po jordanowskim kościele. Śladem po niej w samym ołtarzu jest ozdobny baldachim, pod którym znajduje się współczesny obraz. Ołtarz i ambona są dziełami wysokiej klasy, autorstwa działającego w Ząbkowicach Śląskich i zmarłego w 1611 roku artysty Johanna Hasego.

Po II wojnie w kościele usunięto większość empor, pozostał tylko ich fragment nad głównym wejściem.

 

Idźcie do Nasławic

Ewangelicki rozdział w historii kościoła dobiegł końca w wigilię 1945 roku. Eugen Wagenhoff, ówczesny mieszkaniec Jordanowa, tak o tym pisał w pamiętniku: „24.12.1945. Kościół w Jordanowie – po raz pierwszy od 1534 r. – znowu jest katolicki; dzisiaj o północy odbędzie się w nim nabożeństwo. Zostaliśmy bez mszy i bez domu bożego”. I dalej: „31.12.1945 r. polski ksiądz odmówił wspólnej mszy z ewangelikami, bo kościół został już poświęcony! Jordanowscy ewangelicy mają iść do Steinberge (Nasławice), gdzie pastorka Merkel co niedzielę sprawuje nabożeństwo […]”. Na tym historia kościoła w Jordanowie Śląskim oczywiście się nie kończy. Od osiemdziesięciu lat powstaje jej nowy, współczesny rozdział.

 

Tekst Roman Skąpski

 

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok