Czwartek, 18 czerwca 2026
Imieniny: Elżbieta, Paula, Marek
pochmurno
22℃
Tłumacz Google

Gdyby przedmioty umiały opowiadać… (część II)

W Regionalnej Izbie Pamięci w Kątach Wrocławskich eksponatów jest naprawdę dużo. Każdy z nich mógłby opowiedzieć swoją, ciekawą i często skomplikowaną historię. I choć często są to opowieści dotyczące dnia powszedniego, związane z konkretną rodziną, to nierzadko przebija się w nich wielka Historia.

 

Dzieża – czyli chleb nasz powszedni

Dzisiaj, ze względów zdrowotnych czy dietetycznych, wiele osób rezygnuje z jedzenia pieczywa. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu takie „fanaberie” byłyby absolutnie nie do pomyślenia. Chleb był najważniejszym posiłkiem. Znaczył coś więcej niż zwykłe pożywienie. Traktowano go jak świętość. Nie wolno było wyrzucić ani okruszyny, a kromkę, która spadła na ziemię, podnoszono z szacunkiem i całowano. Chleb, zwłaszcza w rodzinach wiejskich, wypiekano głównie w domu. Podstawowym przedmiotem do wyrabiania ciasta była dzieża.

Drewniana dzieża znajdująca się w jednym z pomieszczeń kąckiej izby pamięci została przywieziona z Helenkowa w województwie tarnopolskim (gmina Kozowa, powiat Brzeżany). Na co dzień służyła rodzinie do przygotowywania chleba, ale, gdy zaistniała taka potrzeba, to zmieniła funkcję. Podczas kilkutygodniowej podróży w nieznane, w którą wyruszyła rodzina z Helenkowa w sierpniu 1945 roku, stała się wanienką do kąpania niemowlęcia.

Kto z repatriantów przezornie zadbał o to, by taką dzieżę ze sobą zabrać, ten głodu nie zaznał. Mniej zapobiegliwi sąsiedzi zmuszeni byli takie naczynie pożyczać lub szukać nielicznych podówczas piekarni. A samo pieczenie chleba to dopiero było wydarzenie!

Pan Stanisław Cały z Tyńca Małego wspomina: „Pamiętam z młodości, jak mama piekła chleb w domu. Wstawała wcześnie, by z zakwasu przygotować rozczyn w drewnianej dzieży – był to wielogodzinny proces i wszystko ręcznie wyrabiane. Formowane bochny wkładało się do słomianych koszyczków do wyrośnięcia […]. Każdy rozpoczynany bochenek przed krojeniem był przeżegnany znakiem krzyża”.

 

Biurko – historia, która łączy

Stojące w kącie sali wystawienniczej XIX-wieczne dębowe biurko jest niewątpliwie pięknym przedmiotem, ale tym, co stanowi o jego wyjątkowości, są osoby, które przy nim pracowały. Biurko było przez wiele lat własnością kąckiej parafii katolickiej. Na nim zapisywano chrzty, śluby, pogrzeby i inne dokumenty, aż do roku 2019.

Pracowało przy nim wielu księży, lecz dla historii miasta najistotniejsi są dwaj – ostatni niemiecki proboszcz – Adolph Moepert i pierwszy polski – Franciszek Piszczor, a właściwie Piszczór. Pierwszy z nich to doktor filozofii urodzony w Chomiąży koło Środy Śląskiej, wielki umysł i znakomity gospodarz. Znał, o dziwo, język polski, a wśród rozlicznych, napisanych przy tym biurku książek znalazła się i taka o słowiańskich nazwach miejscowości w okolicy. Nie był zapewne kochany przez faszystowskie władze. Nie uciekł też z włodarzami miasta na wieść o zbliżających się wojskach radzieckich, nie chcąc porzucać swoich parafian. I zapłacił za to wkrótce życiem, zastrzelony 17 lutego 1945 roku przez pijanych radzieckich żołdaków podczas próby obrony sióstr zakonnych. Jego nagrobek znajdujący się z tyłu za kościołem, odwiedzany jest i dziś przez parafian z Chomiąży.

Ksiądz Franciszek Piszczor to góral z urodzenia, kresowiak z wyboru, mówiący piękną lwowską gwarą, trafił tu z Tłumacza  pod Stanisławowem za swoimi dawnymi parafianami. Przyjechał w sierpniu 1945 roku na „ziemie odzyskane” koleją, najpierw na stację w Brochowie, który był wówczas miastem (!). Potem już na pace ciężarówki dotarł do wsi Gniechowice. W 1946 roku objął parafię w Kątach Wrocławskich, pozostając tu niemal dwadzieścia lat. Jego postawa, niezłomność, dawały pokrzepienie i otuchę mieszkańcom miasta, którzy przybyli tu z różnych stron i nieraz trudno było się im dogadać. Pamięć o utraconych Kresach starał się, mimo nieprzyjaznej temu władzy, pielęgnować. To dzięki niemu w  kąckiej świątyni zawisł obraz przywieziony spod Stanisławowa.

A jakie historie mogłyby opowiedzieć przedmioty w Państwa domach?

 

Tekst: Beata Jurcewicz

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok