Czwartek, 29 lutego 2024
Imieniny: Lutosław, Roman, Teofil
pochmurno
7℃
A+
Tłumacz Google

Gdyby kamienie umiały mówić – grobowiec w Tyńcu Małym

Jeden z niewielu zachowanych przedwojennych grobów na cmentarzu w Tyńcu Małym to grobowiec rodzinny Rufferów, do których tyniecki majątek należał do końca II wojny światowej. W krypcie przy południowej ścianie kościoła pochowani zostali Gabriela i Gustaw von Ruffer oraz ich młodsza córka Maria Emma von Fürstenberg.

Co wiemy o ludziach, których nazwiska widnieją na kamiennej płycie?

Gabriela Helena Melania Julia Henckel von Donnersmarck poślubiła Gustawa Ruffera w 1892 roku w pałacu w Nakle, wesele odbyło się w domu rodzinnym panny młodej. Nowożeńców wiele różniło. Gabriela miała lat dwadzieścia sześć, była niezwykle atrakcyjną kobietą, jej mąż zaś stanął na ślubnym kobiercu jako dojrzały, doświadczony, czterdziestosiedmioletni mężczyzna. Ona pochodziła z rodziny katolickiej, on wychowany został w wyznaniu ewangelickim. Ona nosiła tytuł hrabiny, z kolei rodzina Gustawa zaledwie od ćwierć wieku mogła się pochwalić tytułem szlacheckim.

Cóż, Gabriela bez wątpienia stanowiła dla Gustawa bardzo dobrą partię. Rodzina Henckel von Donnersmarck była na Śląsku bardzo znana, niewyobrażalnie wręcz zamożna (dziś byliby w Polsce miliarderami), w dodatku swymi korzeniami sięgała końca XIV wieku. Szlachectwo i herb Hencklowie otrzymali już w 1417 roku, na soborze w Konstancji, od króla węgierskiego Zygmunta Luksemburga. Daleki przodek Gabrieli – Jan II, humanista, który prowadził ożywioną korespondencję z Marcinem Lutrem, Erazmem z Rotterdamu i Filipem Melanchtonem – pierwszy z rodziny Hencklów przybył na Śląsk i jako kanonik został pochowany we wrocławskiej katedrze. Do największego znaczenia i majątku Hencklowie doszli w XIX wieku, w czasie rewolucji przemysłowej. Wtedy to stali się jedną z najbogatszych rodzin nie tylko na Śląsku, ale w całych Niemczech. Guido Henckel von Donnersmarck (z linii tarnogórsko-świerklanieckiej) miał duże wpływy polityczne – przyjaźnił się z Ottonem Bismarckiem, gościł wielokrotnie w swoich dobrach cesarza niemieckiego Wilhelma II, od którego otrzymał godność pruskiego księcia. Ojciec Gabrieli, Łazarz IV (z linii z Nakła), nie ustępował Guido (z którego dobrami w Świerklańcu sąsiadował) majątkiem. Był aktywnym politykiem i przedsiębiorcą, wraz z braćmi posiadał na Górnym Śląsku kilka hut i kopalni rud cynku i żelaza, wapienniki, fabrykę papieru, kopalnie węgla na terenie Austro-Węgier oraz olbrzymie dobra ziemskie (16 tysięcy hektarów ziemi uprawnej na Górnym Śląsku i 19 tysięcy hektarów lasów w Karyntii). Rodzina Gabrieli mieszkała w Ramułtowicach (niedaleko Kątów Wrocławskich) i w Nakle. Dobra nakielskie leżały tuż obok Świerklańca, gdzie książę Guido Henkcel von Donnersmarck wybudował pałac nazywany nie bez przesady „małym Wersalem”. Tymczasem pałac w Nakle choć był znacznie skromniejszy, to postawiony  w stylu angielskiego gotyku, przypominał bajkowe zamczysko z dominująca nad całą okolicą wysoką wieżą.

Rufferowie natomiast, czyli rodzina pana młodego, należała do bardzo młodej szlachty, bowiem tytuł szlachecki „wypracował” dopiero w 1866 roku Gustaw Heinrich von Ruffer, ojciec Gustawa, syn legnickiego fabrykanta sukna. Ojciec Gustawa – przedsiębiorca, fabrykant i bankier, wrocławski radny – był postacią nietuzinkową, człowiekiem niezwykle ambitnym, przedsiębiorczym, niebojącym się nowych wyzwań. Na Śląsku w wielu dziedzinach okazał się pionierem. Został właścicielem pierwszej we Wrocławiu fabryki budowy maszyn, w której produkowano maszyny parowe, kotły i wyposażenia cukrowni, a w latach 60. XIX wieku wybudowano czterdzieści trzy lokomotywy. Należała do niego przędzalnia czesankowa, pierwsza na Śląsku walcownia cynku w Oławie oraz huty cynku i żelaza na Górnym Śląsku. We Wrocławiu założył bank (Ruffer & Co.). Brał czynny udział w rozwoju kolejnictwa, będąc inicjatorem budowy pierwszej na Śląsku linii kolejowej z Wrocławia na Górny Śląsk, oraz angażował się w rozwój Odry jako szlaku żeglugowego. Należał do komitetu założycielskiego wrocławskiego ogrodu zoologicznego.

Ale wróćmy do naszych bohaterów. Gustaw Ruffer dla swej żony Gabrieli i przyszłych potomków zakupił dobra rycerskie w Kokoszycach (dziś dzielnica Wodzisławia Śląskiego) ze „ślicznym zameczkiem”. Od razu nieduży pałac rozbudował, a nad jego wejściem kazał umieścić dwa herby, żony (z lwem i trzema różami na tarczy) oraz swój (z lwem i kaduceuszem). Już rok po ślubie małżeństwo doczekało się pierwszej córki – Marii Josephy, w rok później Gabriela urodziła drugą dziewczynkę – Marię Emmę, niestety oczekiwanego syna Gustawowi nie dała.

Być może żarliwa pobożność żony spowodowała, że Gustaw przeszedł na katolicyzm. Jako wotum za zmianę wyznania w niewielkiej odległości od pałacu wybudował „klasztorek”, czyli kaplicę połączoną z willą, w której Gabriela urządziła ochronkę dla dzieci robotników pracujących w majątku. Pod podłogą kaplicy znajdowała się krypta. W 1913 roku spoczął tam Gustaw.

Dlaczego więc imię i nazwisko Gustawa Ruffera znajduje się na kamieniu nagrobnym w Tyńcu Małym?

Po śmierci Gustawa cały jego majątek przypadł żonie. Młodsza córka wyszła za mąż za barona Franza Xaviera von Fürstenberga. Po powstaniach śląskich i podziale Górnego Śląska Kokoszyce (Gabriela zdążyła przebudować pałac, urządzając w nim kaplicę) znalazły się po polskiej stronie. Hrabinie trudno było się pogodzić z tym faktem. Pełna obaw i niepokoju o dalsze losy rodziny i majątku, zdecydowała się ukochane Kokoszyce sprzedać i przeprowadzić do Tyńca Małego, podwrocławskich dóbr, które mąż odziedziczył po wuju. Pałac w Tyńcu był dużo skromniejszy, park, choć rozległy, nie mógł się równać z kokoszyckim, w którym Gustaw oprócz roślin rodzimych nasadził wiele gatunków drzew i krzewów obcych i egzotycznych, na wiosnę kwitły tu pięknie rododendrony i tulipanowce. Hrabina postanowiła nie zostawiać męża na „obcej” teraz ziemi i wkrótce przeniosła na przykościelny cmentarz w Tyńcu ciało Gustawa, obok którego spoczęła w 1933 roku. Trzy lata później w rodzinnym grobowcu pochowano jej młodszą córkę – Marię Emmę, żonę barona Franza von Fürstenberga, matkę pięciorga dzieci, która zmarła w swym pałacu w Morzynie (Mersine).

Majątek w Tyńcu przypadł starszej córce Marii Josephie, ostatniej dziedziczce majątku w Tyńcu i osobie, która dzięki swej determinacji, żarliwej pobożności i hojności wpisała się znacząco w historię tynieckiej parafii. Ale to już historia na kolejną opowieść.

Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok