Piątek, 25 września 2026
Imieniny: Aurelia, Władysław, Kamil
pochmurno
15℃
Tłumacz Google

Tajna akcja o kryptonimie X-2

W ramach „Akcji X-2” w sierpniu 1954 roku wysiedlono z województwa wrocławskiego, opolskiego i ówczesnego stalinogrodzkiego (katowickiego) ponad tysiąc dwieście pięćdziesiąt sióstr z dziesięciu wspólnot zakonnych. Wśród nich były siostry z kilku domów zakonnych z terenu dzisiejszego powiatu wrocławskiego, m.in. elżbietanki ze Świętej Katarzyny, Chrząstawy Wielkiej, Kątów Wrocławskich, Pełcznicy i Zachowic, uznane przez władze komunistyczne za najbardziej wrogo nastawione do państwa ludowego – zarzucano im proniemieckie i rewizjonistyczne nastawienie. Wspomniane wydarzenia miały czasem dramatyczny przebieg, ponieważ nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem.

 

„…nie dopuścić do żadnych awantur i ekscesów ze strony zakonnic usuwanych”*

Zakonnice z wytypowanych domów miały być wysiedlone szybko i sprawnie, pod osłoną nocy, aby mieszkańcy wiosek i miast nie stanęli w obronie sióstr, które w pierwszych powojennych latach zajmowały się głównie pracą na rzecz ubogich, opieką nad sierotami, pomocą medyczną dla lokalnej ludności. Tymczasem działania podczas akcji o kryptonimie X-2 spotkały się z oporem samych zakonnic, które przerażone tym, że wczesnym rankiem do ich domów weszła milicja i funkcjonariusze UB, często nie chciały „współpracować”. I nie ma się co dziwić, że elżbietanki oraz jadwiżanki, marianki, boromeuszki, franciszkanki szpitalne i członkinie jeszcze kilku innych zgromadzeń żeńskich zareagowały niepewnością i strachem, pamiętały wszak dobrze aresztowania oraz deportacje podczas okupacji, bały się wywózki w głąb Związku Radzieckiego. Biorący udział w akcji funkcjonariusze MO, UB, ORMO i przedstawiciele aktywu partyjnego mogli nieraz usłyszeć pełne niedowierzania, naiwnie brzmiące słowa: „Przecież nic złego nie popełniłyśmy, ażeby nas wywozić do łagru”. Czasem zakonnice próbowały ratować się ucieczką (jedna z sióstr w desperacji po tyczce opuściła się z pierwszego piętra i wsiadła na motocykl, szybko jednak została złapana).

 

„…myślałam, że to już koniec naszego życia”**

W Świętej Katarzynie w 1954 roku mieszkały cztery elżbietanki, dwie młodsze i dwie starsze. Zakonnice wiedziały, że władze przygotowują jakąś akcję, ale nie wiedziały, kiedy i co to będzie. Siostra Zofia Hajzler – to dzięki jej zeznaniom z przesłuchania znamy przebieg wydarzeń w Świętej Katarzynie – opowiadała: „Byłam wykonać iniekcje dla chorego dziecka milicjanta, który w zaufaniu powiedział mi, że coś się szykuje niedobrego dla sióstr, ale nie wolno mu powiedzieć, bo to jest tajemnica”. Ta tajemnica wyszła na jaw nad ranem 3 sierpnia, gdy kobiety usłyszały walenie w drzwi. „[…] poszłam otworzyć – wspominała siostra Zofia. – Uchyliłam trochę drzwi, zobaczyłam mężczyznę, który natychmiast wsunął nogę w drzwi, uniemożliwiając ich zamknięcie, i zażądał przywołanie siostry przełożonej”. Zakonnicom odczytano pismo o zawieszeniu działalności domu zakonnego, potem kobiety wylegitymowano i dano im kilka godzin na spakowanie dobytku, mebli, wyposażenia i żywego inwentarza. Siostra Zofia zeznawała, że gdy razem z siostrą Eugenią wybiegły na plebanię po księdza, aby przyszedł zabrać z kaplicy Najświętszy Sakrament, w ich stronę padły strzały, „wtedy to myślałam, że to już koniec naszego życia”. Obawy przed profanacją były jak najbardziej uzasadnione, w Jeleniej Górze podczas akcji wysiedlania sióstr zdemolowano w domu zakonnym ołtarz i cały wystrój kaplicy, „by żaden ślad nie świadczył o jej istnieniu”. Zastraszanie, krzyki, pośpiech, niepewność, jaki czeka je los, były zapewne przyczyną tego, że w Świętej Katarzynie „starsze siostry Ludwika i Patentia dostały ataku serca, wezwane pogotowie udzieliło im pierwszej pomocy i karetką przewieziono siostry do punktu koncentracji w Kraszowicach”. Miejscowa ludność zgromadziła się rano wokół budynku klasztornego, „jedni płakali nad losem zakonnic, inni wykrzykiwali, protestując przeciwko działaniom władz”. Do obozu przejściowego w Kraszowicach trafiły również dwie pozostałe siostry, które z okien obozu przejściowego widziały, jak ich cały dobytek z ciężarówek przeładowywany jest do wagonów. „Nic nie było spisywane. Byle jak porzucane. Każdy z nich brał, co chciał”.

 

„Kazano nam (…) wziąć ręcznik i mydło. Od razu skojarzyło mi się to z Oświęcimiem”***

Z Kraszowic elżbietanki ze Świętej Katarzyny, ale też z Pełcznicy (gdzie mieszkało sześć sióstr), z Kątów Wrocławskich (pięć zakonnic), Zachowic (trzy osoby) jechały autokarami z zasłoniętymi oknami i trafiły do klasztoru w Kobylinie, z którego wysiedlono wcześniej franciszkanów i do Gostynia. W odosobnieniu, nie wiedząc, jakie będą ich dalsze losy, przeżyły w obozie pracy dwa lata. „Pierwsze miesiące spędziłyśmy w strasznych warunkach. Spałyśmy w nieogrzewanych pomieszczeniach na strychu. Zimą było tak zimno, że w miskach i dzbankach woda była zamarznięta. Nawet na pierzynie czy kołdrze pozostawały zamarznięte sople po oddechu”. Prawie sto pięćdziesiąt sióstr mieszkających w kobylińskim klasztorze miało jedną kuchnię i dwie łazienki, niemal połowa była w wieku powyżej sześćdziesiątego roku życia. Największą część internowanych zakonnic wysłano do przymusowej pracy w szwalni, część pracowała w polu, a te niezdolne do większego wysiłku fizycznego miały zajęcie w kuchni i sprzątały.

 

Powrót do domu

Rok 1956 przyniósł odwilż i odmianę losu dla setek zakonnic. Pierwsze siostry wyjechały z Kobylina w grudniu 1956 roku, ostatnie dopiero w 1958 roku. Nie wszystkie miały dokąd wracać, bo na trzysta osiemnaście skonfiskowanych budynków klasztornych nie oddano zgromadzeniom zakonnym aż stu trzydziestu. Siostry ze Świętej Katarzyny miały szczęście, do domu wróciły, ale przez wiele lat musiały dzielić pomieszczenia klasztorne z ośrodkiem zdrowia, działał tu bowiem gabinet dentystyczny i przyjmował lekarz internista. Podobnie było w Kątach Wrocławskich, gdzie klasztor zamieniono na ośrodek zdrowia, a w obecnej kaplicy przez wiele lat funkcjonowała izba porodowa.

 

* „Wytyczne operacyjne Departamentu XI MBP dotyczące akcji wysiedlania zakonnic z domów zakonnych na Górnym i Dolnym Śląsku o kryptonimie »X-2«” 

** z przesłuchania siostry Zofii Hajzler ze Świętej Katarzyny

*** z przesłuchania siostry K.M. Jabłońskiej z Lewina Kłodzkiego

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Agaty Mirek „Siostry zakonne w obozach pracy w PRL w latach 1954-1956”, Lublin 2009

Tekst: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok