Sobota, 14 lutego 2026
Imieniny: Walenty, Liliana, Zenon - Walentynki
śnieg
-5℃
Tłumacz Google

Pomnik przyrody i historii, czyli o lipie i głazie z Sulęcina

Największa lipa na Śląsku i największy głaz narzutowy, pomnik żołnierzy poległych podczas I Wojny Światowej oraz zamach na Hitlera – w niewielkim Sulęcinie koło Świętej Katarzyny splatają się różne historie. 

Nikt nie wie, od jak dawna stara lipa jest ozdobą Sulęcina. Rozłożyste konary, pokryty bruzdami pień i szeroka bujna korona świadczą o tym, że od bardzo dawna. Ponad sto lat temu wrocławski profesor botaniki Theodor Schube napisał o niej: „Nie można pominąć stojącej na zachodnim końcu Saulwitz największej na Śląsku lipy drobnolistnej (obwód około 8 m), która chociaż stara, całkiem dobrze się trzyma”. Dalej profesor snuje dywagacje na temat gatunków lip, popisując się bogatą wiedzą o przyrodzie Śląska. Jej badaniu poświęcił zresztą całe zawodowe życie, a wyniki przedstawiał w licznych publikacjach. Wzmiankę o sulęcińskiej lipie, wraz ze zdjęciem, które publikujemy poniżej, zawarł w wydanej w 1909 r. „Książeczce o wrocławskich lasach”, dedykowanej burmistrzowi.  W tamtym czasie lipa stała samotnie, jedynie w pewnym oddaleniu od niej widoczny jest budynek dawnej szkoły.
Profesor Schube wrócił do Sulęcina po kilkunastu latach. Nie zdziwiło go, że stara lipa zyskała towarzystwo. W „Nowych obserwacjach o śląskich pomnikach przyrody z lat 1917-1924”, zauważył rzeczowo: „Nieco już podsychająca lipa została w zeszłym roku znakomicie zabezpieczona; obok niej ustawiono, jako pomnik ku czci żołnierzy, znaleziony w Dürrgoy koło Wrocławia, granitowy głaz narzutowy, który wpuszczony w ziemię na 3/4 metra, wznosi się jeszcze ze 3 metry nad powierzchnią”.

Żołnierz, gospodarz i strażnik pamięci

I tu na scenę wkracza historia. Wiekową lipę zabezpieczono jako romantyczne tło dla pomnika poległych w I Wojnie Światowej mieszkańców Sulęcina. Odsłonięto go w 1923 roku, a inicjatorem miał być właściciel dóbr z oddalonego o dwa kilometry Grodziszowa (wtedy Rohrau), Friedrich Scholz-Babisch. Stosowną tablicę umieszczono na potężnym kamieniu, znalezionym na wrocławskim Tarnogaju (wtedy Dürrgoy). Polodowcowy głaz zalegał w warstwie gliny wydobywanej na potrzeby tamtejszej cegielni, która znajdowała się w okolicach skrzyżowania dzisiejszych ulic Pięknej i Tarnogajskiej. Właścicielem 32 arów ziemi na Tarnogaju był zresztą Scholz-Babisch i niewykluczone, że to właśnie do niego należała cegielnia. Fundator pomnika sam służył w wojsku podczas wojny, był żołnierzem Dolnośląskiego Regimentu Artylerii Piechoty. W 1919 roku odszedł z wojska w stopniu porucznika. Zajął się 225-hektarowym gospodarstwem w rodzinnym Grodziszowie. Scholz-Babisch uchodził za postępowego właściciela – na terenie majątku wybudował mieszkania dla robotników rolnych, zorganizował też przedszkole.
Gospodarowałby tak spokojnie, gdyby w 1941 roku do wojska nie powołano zarządcy jego majątku. Nie wiemy, czym kierował się właściciel, ale sam, w zastępstwie owego zarządcy, zgłosił się do armii. Służył jako oficer gospodarczy w Krakowie i Warszawie, co musi budzić w nas niedobre skojarzenia.

Spiskowiec, więzień i ofiara

Friedrich Scholz-Babisch nie wyróżniał się chyba jednak nadzwyczajnym oddaniem führerowi, skoro pod koniec grudnia 1943 roku Claus Schenk hrabia von Stauffenberg wezwał go wraz z innymi wybranymi oficerami do Berlina i wtajemniczył w plany przewrotu wojskowego. Gospodarz z Grodziszowa miał zostać oficerem łącznikowym okręgu wrocławskiego, czyli funkcjonariuszem zajmującym się wymianą informacji z jednostkami cywilnymi i wojskowymi. Gdy nadszedł 20 lipca 1944 roku, dzień zamachu na Hitlera, Scholz przebywał we Wrocławiu, oczekując rozkazów od spiskowców. Te nie nadeszły, jasne za to się stało, że zamach na przywódcę Trzeciej Rzeszy się nie powiódł. Podczas zarządzonych natychmiast po nim przeszukań, gestapo znalazło m.in. listę osób przewidzianych do nominacji na oficerów łącznikowych. Zarządzono aresztowanie Scholz-Babischa, na miejscu we Wrocławiu sprzeciw wyraził jednak jego przełożony generał. Spowodowało to przesunięcie aresztowania o kilka godzin, ale nie zdołało mu przeszkodzić. Jeszcze tej samej nocy z 20 na 21 lipca 1944 roku Scholz-Babisch został zatrzymany i przewieziony do Berlina.
Postawiono mu zarzut, że znał plany zamachowców, ale ich nie zdradził. 13 października 1944 roku w Berlinie odbył się proces, w wyniku którego Friedricha Scholz-Babischa i trzech innych oficerów oskarżono o zdradę stanu i ojczyzny. Wyrok mógł być tylko jeden – jeszcze tego samego dnia właściciela majątku z Grodziszowa stracono w berlińskim więzieniu Plötzensee. Współcześnie upamiętniono go pośród innych osób zaangażowanych w opór przeciwko nazizmowi w Centrum Pamięci Niemieckiego Ruchu Oporu w Berlinie.

Epilog
Zanim rodzinne Rohrau Scholz-Babischa przekształciło się w polski Grodziszów, a Saulwitz zmieniło nazwę na Sulęcin, zimą i wczesną wiosną 1945 roku przez dzisiejszą gminę Siechnice ciągnęły zastępy niemieckich cywilów, uciekających w popłochu przed Armią Czerwoną. Wspomnienia tych, którzy ewakuowali się ze wsi Domaszowice koło Namysłowa, spisał w latach 1945-1950 Franz Grothe, uczestnik tych wydarzeń. „Majątek Rohrau należał do pana Scholz-Babischa, którego rozstrzelano z powodu uczestnictwa w zamachu z 20 lipca. Pomieszczenia pałacu zostały opieczętowane przez urząd finansowy i inspektor twierdził, że nie wolno mu ich otworzyć. Nie myśląc długo, zrobił to siłą doktor Grothe, by zapewnić miejsce odpoczynku dla ponad 300 na wpół zamarzniętych ludzi. Pokoje były wyposażone w najlepsze meble i dywany, świadczące o wysokim poziomie życia”.

Pałac w Grodziszowie dzisiaj nie istnieje, wysadzono go w powietrze być może jeszcze pod koniec wojny. O jego właścicielu przypomina, choć nie bezpośrednio, głaz z Sulęcina. Na fundowanym prawdopodobnie przez Scholz-Babischa niegdysiejszym pomniku poległych w I Wojnie Światowej nie ma już jednak pamiątkowej tablicy. Ślad jaki pozostał po niej w kamieniu przykrywa współczesna tablica informująca o zupełnie innej historii – tej sprzed tysięcy lat, gdy skandynawski lodowiec przywlókł na Śląsk granitowego kolosa. A lipa opisana przez profesora Schube? Ma się znakomicie i razem z ustawionym obok potężnym kamieniem tworzy przytulny zakątek. Niedawno miejsce to uporządkowano, posadzono ozdobne rośliny i zamontowano ławki. I lipa, i głaz mają status pomników przyrody, ale jak widać, są też pomnikami historii. 

Tekst i zdjęcia: Roman Skąpski, Stowarzyszenie TUITAM

powrót do kategorii
Poprzednia Następna

Pozostałe
aktualności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Ok