Dęby w wielu mitologiach uważane są za najstarsze drzewa na ziemi, podtrzymują niebo, a swymi korzeniami filary podziemnego świata. Są symbolem długowieczności, siły i potęgi. To drzewa bogów, nie tylko greckiego Zeusa, ale też słowiańskiego Peruna. Dzięki swej długowieczności stają się mimowolnymi świadkami wielu zdarzeń i bohaterami miejscowych opowieści.
Zacznijmy od Dębu Czarownic, który oglądać dziś możemy już tylko na starych pocztówkach. Dąb rósł jeszcze kilkadziesiąt lat temu na niewielkim wzniesieniu przy polnej drodze pomiędzy Maniowem a Domanicami i, jak twierdzono w podpisie ilustracji, miał ponad tysiąc pięćset lat! Nic dziwnego, że ludowe opowieści dodały mu jakieś… tysiąc lat, bo jako „dąb czarownic” musiał pamiętać przecież czasy, gdy w jego cieniu zatrzymywały się czarownice podążające na sabat (akurat z Maniowa miały już niedaleko na Radunię, gdzie w Noc Walpurgii, czyli 30 kwietnia, zlatywały się z całej okolicy). Wiedźmy wirowały w szaleńczym tańcu na jego konarach i dąb był świadkiem niejednej gorszącej sceny, gdy oddawały się piekielnym igraszkom.
Wrocławski botanik dr Theodor Schube, autor „Księgi lasów Śląska”, który ponad wiek temu wędrował po śląskiej ziemi w poszukiwaniu starych, niezwykłych okazów dendrologicznych, nie mógł pominąć takiego drzewa. Dąb Czarownic rzeczywiście robił wrażenie nie tylko wielkością pnia, ale swymi pokracznie powykrzywianymi wyschniętymi gałęziami. Schube drzewo zmierzył i zanotował: „Dąb Czarownic: 5,52 m w obwodzie”. Botanik stwierdził też, że drzewo jest puste w środku i prawie wyschnięte, a co do przypisywanego dębowi wieku, chyba wolał tę kwestię przemilczeć. Spisał za to zasłyszaną od miejscowych historię. W czasach wojny trzydziestoletniej, czyli na początku XVII wieku (dodajmy tylko, że to czasy, gdy w Europie nasiliły się procesy o czary), w miejscu tym popełniono morderstwo. Ofiarą miało być dziecko z pobliskiego przysiółka Petersdorf (dziś to część Maniowa). Jedyną jego winą był kolor włosów. Dziecko urodziło się rude! Wszyscy wiedzieli wówczas, co to oznacza: rudowłosi mieli kontakty z nieczystymi siłami, umieli czarować i rzucać uroki. Nie czekano więc, aż coś złego się wydarzy, i Bogu ducha winne dziecko zawczasu pozbawiono życia. W miejscu, gdzie je pochowano, wyrósł dąb. Nazywano go Dębem Czarownic i przez wieki drzewo wzbudzało lęk oraz ciekawość, a na początku XX wieku stanowiło już miejscową atrakcję, którą umieszczano na pocztówkach na równi z najważniejszymi obiektami we wsi – kościołem, pałacem, szkołą czy gospodą.
Kilkanaście kilometrów od Dębu Czarownic, w Masywie Ślęży, w połowie drogi na szczyt, idąc od Przełęczy Tąpadła, znajduje się „dębowa polanka”. Rośnie na niej kilka okazałych dębów. Drzewa nie są jednak aż tak stare, żeby mogły być świadkami wydarzeń, które poznamy, gdy wsłuchamy się w szum ich liści. Historię tę musiały zapewne usłyszeć od swoich dębowych przodków, bo działo się to w wieku XII, zanim słynny Piotr Włostowic, palatyn, przyjaciel i doradca księcia Bolesława Krzywoustego, został właścicielem Ślęży. Skąd Włostowic wziął swój niebotyczny majątek? Otóż gdy polował w tutejszych lasach, uganiając się godzinami za wielkim jeleniem, zaskoczyła go noc. Zanim zrobiło się zupełnie ciemno, znalazł małą polankę, gdzie płynął niewielki strumyk i rosły dorodne dęby. Ułożył się pod koroną jednego z nich, kładąc miecz w poprzek strużki, i zasnął. Miał dziwny sen. Przyśniła mu się mysz, która przebiegła przez żelazny most, a potem schowała się w dębowej dziupli. Gdy Piotr obudził się, zobaczył swój miecz skierowany prosto na otwór w pniu drzewa. Zaciekawiony zajrzał do środka. Czekał tam na niego prawdziwy skarb, całkiem spory stosik złotych monet! Wiemy z późniejszej historii, że Włostowic zrobił z tego bogactwa pożytek, stał się jedną z najważniejszych osób na Śląsku, był właścicielem góry, która obdarowała go majątkiem, i wielu okolicznych wiosek, ufundował siedemdziesiąt siedem kościołów oraz klasztorów. Są jednak tacy, którzy twierdzą, że źródłem jego bogactwa wcale nie był ślężański skarb, lecz łupieżcze wyprawy wikingów, w których brał udział, stąd zwany był Duninem czyli Duńczykiem. Co jest prawdą? Tego z opowieści dębów się nie dowiemy.
Na terenie powiatu wrocławskiego rośnie dużo starych wiekowych dębów, najwięcej w gminie Sobótka i Długołęka. O czym rozmawiał z dębami w parku w Szczodrem ostatni król Saksonii Fryderyk Wilhelm III, który nadał im imiona swoich dawnych ministrów i miał zwyczaj z dostojnymi drzewami prowadzić długie dysputy? Jak zareagowały dęby z Królikowic na straszną zbrodnię popełnioną przez właściciela pałacu cierpiącego na manię prześladowczą? Co myślały dęby o właścicielu pałacu w Sobótce Górce, milionerze, który chodził w dziurawym kapeluszu (na rondzie kapelusza miał dziurę, gdyż zawsze jako pierwszy zdejmował nakrycie głowy, kłaniając się każdej napotkanej osobie bez względu na jej majątek i pozycję)? Na te pytania dęby odpowiedzą innym razem.
Tekst: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM