Tylko raz w roku, w Noc Kupały, gdy nawet słońce kłania się ziemi dwa razy, bo, jak mówiono, aż dwukrotnie wtedy zachodzi, w lasach na Ślęży zakwita paproć. Kto ją znajdzie, „ten już będzie miał, co zechce”*. Wielu pragnie zerwać mający niezwykłą moc kwiat, nielicznym się to jednak udaje. Wśród garstki szczęśliwców była Barbara Piasecka, urodzona w 1937 roku w Staniewiczach (dziś teren Białorusi), w chłopskiej rodzinie, jako czwarte dziecko Pelagii i Wojciecha. Gdy jako Barbara Piasecka-Johnson umierała w 2013 roku w willi położonej pod Ślężą, była dziedziczką fortuny firmy Johnson&Johnson i według rankingu magazynu „Forbes” z początku XXI wieku jedną z dwudziestu najbogatszych kobiet na świecie. Wcześniej stworzyła wspaniałą kolekcję sztuki, zaliczaną do najcenniejszych i największych prywatnych kolekcji, z dziełami Fra Angelica, Tycjana, Caravaggia i Rembrandta. Została też właścicielką najdroższego mebla na świecie, cabinetu należącego kiedyś do króla Ludwika XIV. Wybudowała dla siebie i męża najdroższą prywatną rezydencję w USA – Jasną Polanę, okrzykniętą w amerykańskiej prasie „ostatnim pałacem Ameryki”, w której nawet ukochanym psom Barbary szyto materace na miarę, zainstalowano tam też klimatyzację i podgrzewaną podłogę.
Barbara Piasecka-Johnson często pojawiała się w nagłówkach gazet. Nazywano ją Kopciuszkiem (bo zaczęła karierę zawodową w Stanach Zjednoczonych jako pomoc kuchenna i pokojówka, by wkrótce zostać żoną milionera), porównywano do pięknej, ale próżnej królowej Marii Antoniny, a kiedy procesowała się z pasierbami o majątek, który dostała w spadku po mężu, złośliwie szukano w niej cech Hetty Green, amerykańskiej finansistki i milionerki uznawanej za symbol skąpstwa. W Polsce mówiono, że jest polską Joanną d’Arc i Aniołem Gdańska, gdy zadeklarowała, że uratuje i wykupi Stocznię Gdańską. Nazywano ją też „uzdrowicielką”, gdy przekonana o cudownym przeciwnowotworowym działaniu tabletek pozyskiwanych z „apteki natury” nabyła patent na Preparat Torfowy Tołpy i założyła Tołpa Corporation. Dla wielu Polaków borykających się z trudnym losem emigrantów odgrywała rolę dobrej Wróżki, która pomagała ukończyć im zagraniczne studia i przyznawała artystyczne oraz naukowe stypendia.
Mimo że była miliarderką i mogłaby mieszkać w dowolnym miejscu na świecie, na koniec życia postanowiła przeprowadzić się z Monako do… Sobótki. Na ostatnie miesiące życia wybrała skromny (jak na posiadaczkę fortuny) dom u podnóża Wieżycy w Masywie Ślęży. Budynek miał ponad sto lat i bogatą historię. Powstał jako miejsce wypoczynku dla urzędników pocztowych. Kilkukondygnacyjny Pocztowy Dom Wypoczynkowy o powierzchni około 900 metrów kwadratowych, otoczony trzyhektarowym ogrodem z polaną widokową na Sobótkę, otwarto z wielką pompą w 1909 roku. Na uroczystość przybyli z Wrocławia specjalni goście witani na stacji kolejowej przez korowód mieszkańców, orkiestrę i konnych pocztylionów. Punkt kulminacyjny imprezy inaugurującej działalność domu wypoczynkowego stanowiło świetlne widowisko – odpalenie wielkiego znicza na otwartej dwa lata wcześniej na Wieżycy wieży Bismarcka. Podczas I i II wojny światowej obiekt zmieniał swą funkcję, stając się lazaretem dla około siedemdziesięciu rannych i chorych żołnierzy niemieckich. W okresie międzywojennym postawiono na działce drugi budynek i oprócz pocztowców przyjmowano tu na nocleg również turystów, gdyż obok przebiegała popularna trasa turystyczna, prowadząca do schroniska Blücher Baude (dziś Dom Turysty „Pod Wieżycą”), a potem przez Wieżycę na Ślężę. Po 1945 roku znajdujący się w dobrym stanie budynek przydzielono Ministerstwu Poczt i Telegrafów. Założono tu prewentorium dla pracowników poczty i ich rodzin, a od 1967 roku, przez trzydzieści lat, funkcjonował w nim ośrodek leczenia zeza.
Zanim Barbara Piasecka-Johnson zamieszkała w domu pod Ślężą, remontowała go przez dwa lata. Zamieniała dawne sale szpitalne i rehabilitacyjne, klasy szkolne, stołówkę i pokoje pielęgniarek oraz lekarzy na luksusową rezydencję. Znajdowało się w niej osiem sypialni, trzynaście łazienek, sześć garderób, mały basen, sauna, grota solna, zimowy ogród i… antyczna fontanna. Nowa właścicielka wnętrza umeblowała zabytkowymi meblami, ozdobiła obrazami, rzeźbami i naczyniami ze swojej prywatnej kolekcji. Gdy w nich zamieszkała, była już bardzo chora. Jej pobyt w Sobótce miał być tajemnicą, ale w małym miasteczku trudno pozostać incognito, szczególnie gdy jeździ się do lekarzy do Wrocławia pancerną limuzyną z przyciemnionymi szybami oraz przemieszcza się prywatnym helikopterem.
Barbara Piasecka-Johnson ostatnią wigilię w życiu spędziła samotnie, zmarła w Sobótce trzy miesiące później, 1 kwietnia 2013 roku. Jej ostatnią rezydencję wystawiono wkrótce na sprzedaż, nieruchomość wyceniono wówczas na 15 milionów złotych. Do dzisiaj dom pod Ślężą wciąż czeka na swojego nowego mieszkańca.
*Ignacy Kraszewski „Kwiat paproci”
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM
Zdjęcia