Chcę wyjechać na wieś! O największej wiosce na Dolnym Śląsku

Największa wieś na Dolnym Śląsku znajduje się w powiecie wrocławskim. Ma więcej mieszkańców niż niejedno dolnośląskie miasteczko. Żyje tu prawie trzy razy więcej osób niż w słynącym z pałacu księżniczki Marianny Orańskiej Kamieńcu Ząbkowickim i czterokrotnie więcej niż w znanej z bohaterskiej obrony Niemczy. Historia tej leżącej na terenie gminy Długołęka miejscowości sięga co najmniej XIV wieku. Chodzi oczywiście o Kiełczów, którego niemiecka nazwa Weigelsdorf związana była najprawdopodobniej z imieniem Wygand, zasadźcy zakładającego wieś w średniowieczu. 

Najstarszy wizerunek Kiełczowa zobaczyć możemy na grafice z 1802 roku. To prawdziwie idylliczny obrazek. Aleją gęsto rosnących drzew w stronę wioski jedzie konna bryczka. Na pierwszym planie para podróżnych podziwia jedną z „najurokliwszych” świątyń w okolicy, z daleka robiącą wrażenie dzięki swojej wielkości i wysokiej na trzydzieści pięć metrów wieży. Ten ewangelicki kościół wzniesiono zaledwie dziesięć lat wcześniej na miejscu starszej świątyni. Przybysze widzą też chłopa, który w tym momencie parą wołów orze pole. Gdybyśmy mogli ożywić obrazek, usłyszelibyśmy jeszcze śpiew ptaka, który siedzi na gałęzi tuż obok niewielkiego stawu, a z oddali dochodziłby do nas dźwięk dwóch kościelnych dzwonów. Autor grafiki na dalszym planie pokazał zatopione w zieleni zabudowania Kiełczowa, w którym wówczas mieszkało około pięciuset osób, z wyróżniającą się wielką szachulcową stodołą. 

 

Sto lat później Kiełczów wciąż był dużą wioską, ale nieróżniącą się zbytnio od wielu innych podwrocławskich miejscowości. Po obu stronach drogi prowadzącej z Psiego Pola (które w 1926 roku miało jeszcze prawa miejskie) do Oleśnicy znajdowały się zabudowania mieszkalne, stodoły, a z tyłu domów ogrody. Wszystkie drogi wychodzące z wioski obsadzono owocowymi drzewami, najwięcej było śliw, bo prawie cztery tysiące drzewek, ale w sadach i przy polnych ścieżkach rosły też licznie jabłonie, grusze, wiśnie i czereśnie. W każdym gospodarstwie na grzędach siedziały kury (było ich tu aż prawie tysiąc czterysta), po podwórkach chodziły kaczki i gęsi, a dzieciaki pilnowały pasących się na łąkach krów i koni. Na początku XIX wieku hodowano we wsi aż pięćset dwadzieścia sztuk bydła i ponad sto pięćdziesiąt koni. Nieznacznie wzrosła liczba mieszkańców do niewiele ponad siedemset osób. Przy głównej drodze (dzisiejsza ulica Wrocławska) mieszkańcy Kiełczowa mogli przed stu laty kupić niemal wszystko, co było im potrzebne do życia, we wsi działała piekarnia, masarnia, kilka sklepów, w tym sklep kolonialny z kawą i cygaretami. Piwo i jedzenie oferowały dwie karczmy, jedna z nich kusiła piwnym ogródkiem oraz zachęcała do zabawy w sali tanecznej, a dla amatorów bilardu przeznaczono oddzielne pomieszczenie ze stołem wyłożonym gustowną zieloną tkaniną. Centrum wsi stanowił plac przy kościele, gdzie organizowano festyny z okazji różnych świąt kościelnych. W wolne dni można było podjechać (lub pójść pieszo) do sąsiedniego Kiełczówka, bo działająca tam karczma z tarasem nad Widawą przyciągała nie tylko okolicznych mieszkańców, ale też Wrocławian. Atrakcją było już samo wejście do ogrodu restauracyjnego przez zabytkową barokową bramę. Właściciel gospody reklamował ją jako „śląski Spreewald”, porównując niedużą Widawę do niemieckiej Szprewy, rzeki z licznymi kanałami, którymi pływa się w tradycyjnych czółnach. Przedwojenny restaurator zachwalał samo położenie Kiełczówka – nad rzeką w otoczeniu „wspaniałych” lasów liściastych. 

Dzisiaj obraz „wsi spokojnej, wsi wesołej” z idyllicznej grafiki sprzed ponad dwóch wieków i pocztówek z początku XX wieku wydaje się zupełnie nierealny, bo Kiełczów szczególnie w ostatnich dwudziestu latach zmienił się całkowicie. Tylko w ciągu dekady, pomiędzy 2011 a 2021 rokiem, liczba ludności zwiększyła się niemal trzykrotnie z trzech tysięcy siedmiuset pięćdziesięciu osób do ponad dziesięciu i pół tysiąca. Ulicą Wrocławską w dzień powszedni przez cały dzień ciągnie się sznur samochodów, szczególnie w godzinach rannych i popołudniowych tworzą się korki, bo wielu mieszkańców Kiełczowa jeździ do pracy do Wrocławia. Tam, gdzie jeszcze niedawno były łąki i pola, zbudowano osiedla. A mieszkańców wciąż przybywa, bo ciągle powstają nowe bloki i nowe ulice. Wydaje się też, że miejscowość jest samowystarczalna. Funkcjonuje tu duża szkoła podstawowa, przedszkole, przychodnia lekarska, apteka, biblioteka. Obiad można dziś zjeść w Kiełczowie w restauracji lub fast foodzie, umówić się na kawę do kawiarni, zjeść wypiekane na miejscu ciasta „nie z tej ziemi”, po drodze kupić kwiaty w kwiaciarni lub w kwiatomacie (albo zamówić bukiet przez pocztę kwiatową), zrobić zakupy w jednym z małych osiedlowych sklepików lub dużym supermarkecie. I choć życie toczy się tu szybko, to czasem do przydomowych ogródków zagląda zaskoczona zmianami sarna lub ciekawski bażant.

 

Tekst: Marta Miniewicz

Galeria zdjęć

powrót do kategorii
Następna

Pozostałe
aktualności