Gdy feldmarszałek Gebhard Leberecht von Blücher poprosił króla o pieniądze na spłatę swych hazardowych długów i otrzymał odpowiedź odmowną, bez ogródek napisał do pruskiego monarchy: „Grałeś moimi kośćmi przez lata, teraz ja mam prawo pograć twoimi pieniędzmi”.
Docenienie zasług wybitnych, znanych i popularnych pruskich generałów z czasów wojen napoleońskich kosztowało króla Prus Fryderyka Wilhelma III niemało pieniędzy. Bohaterom nie wystarczyły bowiem nadania tytułów hrabiowskich czy nawet książęcych (Blücher został Księciem Wahlstatt, czyli Legnickiego Pola, po jednej ze zwycięskich bitew) i stopni feldmarszałków, najwyższe odznaczenia państwowe, słowa uznania, wszelkie honory, podziw i powszechne uwielbienie narodu. Bohaterowie domagali się od władcy „rekompensaty” materialnej. Król rozdawał więc, według zasług, duże poklasztorne majątki, które po sekularyzacji (upaństwowieniu) w 1810 roku stały się własnością państwa pruskiego.
Feldmarszałek Blücher, noszący przydomek „Naprzód”, od najczęściej wydawanej komendy na polu walki, będący legendą już za swojego życia, nazywany Ojcem Ojczyzny, otrzymał w podwrocławskich Krobielowicach pałac, sporo ziemi oraz kilkanaście innych miejscowości. Jego współtowarzysz i rywal na polu walki – Johann Yorck, nazywany „żelaznym Yorckiem”, za zasługi po brawurowym sforsowaniu Łaby do nazwiska dodał człon „von Wartenburg” (od miejscowości nad Łabą, gdzie wykazał się wyjątkowymi zdolnościami dowódczymi). Yorck służył niemal całe życie w wojsku, wstąpił do armii, mając zaledwie dwanaście lat. Na wojskowej emeryturze nie miał gdzie osiąść, jego żona z dziećmi pomieszkiwała u swoich rodziców, domagał się więc od króla ziemi. I otrzymał od władcy olbrzymi majątek w Oleśnicy Małej (do 1810 roku Oleśnica Mała była komandorią joannitów).
Rodzina Yorcków, drobna szlachta z Kaszub, według rodowej legendy wywodziła się z Anglii. Ponoć jeden z przodków feldmarszałka zaciągnął się do wojska szwedzkiego i trafił na Pomorze. Nazwisko „Yorck” zmienione z Jark-Gustkowski miało swym brzmieniem nawiązywać do angielskiego pochodzenia i podobno wywodziło się od przezwiska „charko”, oznaczającego osobę charczącą. Herb rodziny to niebieski ukośny krzyż (św. Andrzeja) na srebrnym tle, zobaczymy go oczywiście w wielu miejscach w Oleśnicy Małej, ale również na fasadzie pałacu w podwrocławskich Śliwicach (gm. Długołęka).
Ziemię i pałac w Śliwicach Johann Yorck von Wartenburg dokupił w 1818 roku. Mimo że żona feldmarszałka wydała na świat jedenaścioro dzieci, to tylko jeden z synów, najmłodszy Ludwig, przeżył swego ojca. Mający prawie sześćdziesiąt lat emerytowany generał obawiał się, że jego małoletni syn będzie ostatnim, który nosi nazwisko Yorck. Wziął więc sprawy w swoje ręce, usynowił jedynego ukochanego wnuka Alberta i to jemu przepisał śliwicki majątek.
Śliwice to nieduża podwrocławska wieś sąsiadująca z Kiełczowem. Na początku XIX wieku stał tu, kilkukrotnie przebudowywany, renesansowy dwór otoczony resztkami mokrej fosą. Już jako własność Yorcków dwór został mocno powiększony, najpierw o skrzydło zachodnie, a później o skrzydło wschodnie, okrągłą wieżę w narożu i podcienie z dużym tarasem od strony założonego w miejscu ogrodów parku krajobrazowego.
Jak mówi stare przysłowie: „Człowiek strzela, Pan Bóg kulę nosi”. Nadzieje bohatera wojen napoleońskich związane z Albertem nie spełniły się. Wnuk ukończył Akademię Rycerską w Brandenburgu, potem medycynę i planował utworzyć w śliwickim majątku sanatorium dla ubogich, ale zamierzeń swych nie zrealizował. W szpitalu, gdzie odbywał praktyki, zaraził się tyfusem i zmarł bezpotomnie. Śliwice przeszły w ręce najmłodszego syna feldmarszałka – Ludwiga, który wbrew obawom swego ojca szczęśliwie doczekał się aż pięciu synów. Potomkowie słynnego „żelaznego Yorcka” byli właścicielami Śliwic do 1945 roku.
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie Tuitam
Zdjęcia