Podczas wyburzania starej oczyszczalni ścieków w Pustkowie Żurawskim przypadkowo odkopano kamienną płytę. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. Płyta przeleżała jakiś czas w trawie, aż podczas koszenia ktoś odczytał słabo widoczne daty „1914-1918” oraz napis „Wirrwitz” i skojarzył to z nazwą sąsiedniej miejscowości – Wierzbice. Gdy oczyszczono płytę z ziemi, odsłoniła się cała niemiecka inskrypcja, z której wynikało, że jest to część Kriegendenkmala. Pomnik wojenny stał w centrum wsi, w pobliżu ewangelickiej szkoły. Poświęcono go pamięci mieszkańców Wierzbic poległych w I wojnie światowej, a usunięto po II wojnie światowej i teraz tylko na starych pocztówkach można zobaczyć, jak wyglądał. Co dzisiaj zrobić z tym trudnym spadkiem po dawnych mieszkańcach? Na najbliższym zebraniu wiejskim wierzbiczanie podejmą decyzję. Czy „pomnik” stanie w publicznym miejscu, aby upamiętnić ludzi, którzy urodzili się w Wierzbicach, zostali ochrzczeni w parafialnym kościele, tutaj chodzili do szkoły, mieszkali w domach, do których w 1945 roku wprowadzili się dziadkowie i rodzice wielu obecnych mieszkańców wioski, a potem, mając często zaledwie osiemnaście czy dwadzieścia lat, polegli w walce, gdzieś z dala od rodzinnego domu? Już niedługo czas pokaże.
Po zakończeniu I wojny światowej nie było chyba na Dolnym Śląsku (i w całych Niemczech) miejscowości, w której nie opłakiwano by swoich najbliższych poległych w walce. Jeszcze w czasie wojny powstawały drewniane tablice z imionami i nazwiskami zmarłych, które umieszczano w przedsionkach kościołów lub na ścianach wewnątrz świątyni. W drugiej połowie lat 20. XX wieku, najczęściej z inicjatywy samych mieszkańców i przy wsparciu lokalnych władz, zaczęto stawiać pomniki. Ich wielkość oraz rozmach artystyczny zależały od finansowych możliwości. Niekiedy były to proste miejsca upamiętnienia w postaci na przykład polnego kamienia z tablicą. Bywało jednak tak jak w Sulęcinie (gm. Siechnice), że używano specjalnie przywiezionych, gigantycznych głazów narzutowych (ten z Sulęcina ze względu na swoje rozmiary ustanowiony został pomnikiem przyrody). Czasem upamiętniano poległych pomnikiem w formie kapliczki, jak w Tyńcu nad Ślęzą (gmina Kobierzyce). Dziś dawny pomnik stojący na przykościelnym cmentarzu pełni już tylko funkcję kaplicy pw. Serca Jezusowego, bo wszelkie elementy związane z wojną i upamiętnieniem zostały usunięte lub zamalowane. Gdy wioska była duża lub miała prężnie działające stowarzyszenie kombatantów, zgromadzone fundusze pozwalały na postawienie okazałych monumentów z kamiennymi grupami rzeźbiarskimi. Przykładem takiego pomnika może być monument, który powstał w Rogowie Sobóckim. Zaprojektowany i wyrzeźbiony został przez utalentowaną artystkę Dorotheę von Philipsborn, przedstawiał zaś młodego nagiego żołnierza (częściowo okrytego zwiewną tkaniną) z hełmem na głowie. Pod jego stopami znajdował się napis: „Pewnego dnia powstaniemy”. Inną formę, choć nie mniej monumentalną, miał pomnik w Jordanowie Śląskim – gdzie zaadaptowano na ten cel spory plac w centrum wsi, obok kościoła, i postawiono tam półokrągły mur z wielkimi tablicami poległych i dużymi kamiennymi zniczami. W Kotowicach (gm. Siechnice) wojennych bohaterów upamiętniał natomiast pomnik w formie wielkiej tumby, na której spoczął kamienny lew.
Niemal nieodzowny element Kriegendenkmali stanowiła tablica z imionami i nazwiskami poległych osób, datą i miejscem śmierci (jeśli było znane). Często pojawiały się na nich takie elementy jak Krzyż Żelazny – najwyższe odznaczenie wojskowe – i hełm, nawiązujące do militarnego charakteru monumentu. Nierzadko spotkamy na pomnikach motyw wieńca laurowego, będący gloryfikacją bohaterstwa i śmierci na polu chwały, oraz liście dębu symbolizujące męstwo. Czasem umieszczano na pomniku miecz jako znak rycerstwa i sprawiedliwości. Pomniki ustawiano najczęściej na głównym placu miejscowości, przy kościele lub na cmentarzu, gdzie wydzielano dla nich miejsce żelaznym ogrodzeniem, słupkami połączonymi łańcuchami lub po prostu żywopłotem.
Po zakończeniu II wojny światowej i wynikających z niej zmian granic oraz wymiany ludności (a co za tym idzie, zmian narodowościowych i kulturowych na Dolnym Śląsku), pomniki wojenne traktowane były jako obcy niemiecki element. Usuwano je, niszczono, używano jako materiał budowlany lub zmieniano ich funkcję, czasem przekształcano w monumenty, które miały upamiętniać inne zdarzenia lub postacie. W Żórawinie Kriegendenkmal stał się pomnikiem średniowiecznego uczonego Wittelona. Niektóre postumenty po dodaniu rzeźby lub jakiegoś elementu religijnego zamieniały się w przydrożne kapliczki (zapewne mało kto z mieszkańców Nadolic Wielkich wie, że kapliczka przy ul. Wrocławskiej jest dawnym pomnikiem poległych w I wojnie światowej).
Część pomników wojennych jednak ocalała, niektóre stoją w miejscu, gdzie sto lat temu zostały ustawione, inne, przewrócone, leżą gdzieś pod płotem (jak pomnik w Dobkowicach) lub w prywatnym ogrodzie. Zdarza się, że zostają odrestaurowane i są otoczone opieką mieszkańców. Przykładem takim może być pomnik z Mokrego Dworu, który po renowacji stanął przy kościele w Trestnie (gm. Siechnice). Tekst na tablicy, którym opatrzono pomnik, jest chyba najlepszym komentarzem i wyjaśnieniem takich działań. Odnowienie pomnika i powtórne jego ustawienie „jest dowodem szacunku dla wspólnej historii. Tym samym pozwoliło to nam na przywrócenie pamięci o dawnych mieszkańcach tego terenu, również o Polakach, którzy wraz z Niemcami zamieszkali te tereny. Wydarzenia wojny z lat 1914-1918 sprawiły bowiem, że pod jednym sztandarem walczyli i polegli przedstawiciele różnych narodów, a pamięć należy się wszystkim poległym. Niejednokrotnie pozostawialiśmy za naszą obecną wschodnią granicą cmentarze i miejsca pamięci nam bliskie, wiedząc, jaki los je spotkał”.
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz
Zdjęcia