O podwrocławskiej Żórawinie najczęściej pisze się w kontekście kościoła zwanego „perłą manieryzmu”, który wyglądem przypomina trochę kolorowe, polukrowane domki z piernika. Tym razem to jednak nie ta wyjątkowa świątynia, której cennego wyposażenia mogliby pozazdrościć parafianie okolicznych miejscowości czy nawet Wrocławianie, będzie główną bohaterką. Na podstawie starych pocztówek przyjrzymy się, jak wyglądała sto lat temu miejscowość położona nad Żurawką. Sprawdzimy, co obecnie mieści się w dawnej karczmie „Pod Niemieckim Domem”, czym handlowano w budynku, który do niedawna był posterunkiem policji, i po co wybudowano we wsi drugi kościół?
Dwa kościoły
Katolicka część mieszkańców przedwojennej Żórawiny (która nosiła wówczas nazwę Rothsürben, a od 1937 roku została przechrzczona na Rothbach) uczęszczała na niedzielne msze do kościoła położonego na wyspie pw. Świętej Trójcy. Ewangelicy zaś, aż do 1913 roku, na nabożeństwa musieli wychodzić z domów dużo wcześniej niż ich katoliccy sąsiedzi, bo najbliższa protestancka świątynia oddalona była o sześć kilometrów od Żórawiny. Znajdowała się w Wilczkowie (dziś po tym kościele nie ma nawet śladu) i dlatego zdarzało się, na przykład podczas śnieżnych zim, że nabożeństwa i chrzty odbywały się w miejscowych gospodach. Sytuacja zmieniła się, gdy w Żórawinie powołano do życia parafię protestancką i dzięki dużemu zaangażowaniu (również finansowemu) żórawińskich rzemieślników i pierwszego pastora, doktora Alfreda Wiesenhüttera, w zachodniej części wsi zbudowano cały kompleks: kościół, dużą plebanię i ewangelicką szkołę (na jej fundamentach powstał w ostatnich latach dom parafialny). Protestanci korzystali jednak ze swej świątyni niedługo. Po raz ostatni dzwony zabiły dla niemieckiej społeczności ewangelickiej w Żórawinie 13 czerwca 1946 roku, wtedy bowiem odbyło się ostatnie nabożeństwo. Już następnego dnia świątynia stała się kościołem katolickim, któremu patronuje św. Józef, opiekun rodzin, kobiet w stanie błogosławionym i ojców.
Najpierw dwór, potem pałac
Na wyspie obok kościoła dawni właściciele Żórawiny wybudowali dwór, który w XVII wieku, w czasie wojny trzydziestoletniej, został splądrowany i przestał pełnić rolę mieszkalną i reprezentacyjną. W XVIII wieku zamieniono go na browar, a po tym, jak w 1871 roku w ruinach budowli zginął małoletni syn dzierżawcy, to, co pozostało po dawnym dworze, rozebrano. Wtedy już we wsi stał pałac, prosta budowla na planie prostokąta o klasycystycznym wyglądzie. Zgodnie z testamentem ostatnich prywatnych właścicieli żórawińskich dóbr, małżeństwa von Röder, po ich śmierci majątek przeszedł na własność Pruskiej Kamery Królewskiej w Charlottenburgu. W budynku mieszkał zarządca fideikomisu królewskiego domu pruskiego, a w majątku o wielkości 613 hektarów uprawiano zboże i buraki oraz zajmowano się hodowlą bydła (w 1921 roku w oborach i stajniach znajdowało się 329 sztuk bydła, w tym 140 krów mlecznych oraz 39 koni). Pałac istnieje do dzisiaj (przy Alei Niepodległości), ale po powojennych „remontach” utracił swój klasycystyczny styl i dziś przypomina zwykły wielorodzinny budynek mieszkalny. Z tyłu pałacu znajduje się park, który właśnie przechodzi gruntowaną rewitalizację. Po większości należących do dawnego majątku zabudowań gospodarczych – m.in. spichlerzu i oborach – nie ma dziś prawie śladu. Zachowała się za to dawna kuźnia oraz stajnie, które zmieniły zupełnie swoją funkcję, i dziś w miejscu, gdzie trzymano konie, można zjeść pizzę lub kupić bukiet kwiatów.
Do gospody na obiad, a potem do kina
Nie tylko stajnie służą obecnie innym celom niż dawniej. Tam, gdzie można było nabyć świńską tuszę, kupić kiełbasę lub porcję mięsa na niedzielny obiad, dzisiaj można wypożyczyć książkowe nowości wydawnicze w gminnej bibliotece, a w sali restauracyjnej ze sceną taneczną dawnej gospody Pod Niemieckim Domem (al. Niepodległości 6) odbywają się imprezy organizowane przez Gminne Centrum Kultury. Oprócz największej wspomnianej gospody Zum Deutschen Hause na początku XX wieku w Żórawinie działały jeszcze inne karczmy, można było spotkać się, zjeść i napić się piwa choćby w Karczmie Pod Zielonym Wiankiem czy Pod Koroną. Dwa razy w tygodniu przy dawnej ul. Dorfstrasse 24 od lat 20. XX wieku do niemal końca wojny działało kino aż na 250 miejsc – to bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że w 1937 roku Żórawina liczyła 1615 mieszkańców. Właścicielem ówczesnego Lichtspiele (czyli kina) był Wrocławianin, ale obsługiwali je mieszkający we wsi Ida i Otto Plunke.
Po co do miasta? Przecież wszystko tutaj mamy!
Żórawina na początku XX wieku była niemal samowystarczalna. W wiosce działało kilka sklepów z artykułami spożywczymi, piekarnia, masarnia, młyn, a w budynku, gdzie do niedawna znajdował się komisariat policji (al. Niepodległości 31), przed II wojną nieźle prosperował sklep kolonialny, w którym handlowano tytoniem, papierosami, artykułami żelaznymi, pasmanterią i wszystkim, co mogło się okazać w kuchni potrzebne wymagającym paniom domu, a więc na przykład dobrą kawą czy egzotycznymi przyprawami. W Żórawinie mieszkańcy mogli skorzystać z usług fryzjera, pacjentów przyjmował miejscowy lekarz, na cierpiących na ból zębów czekał dentysta, porody odbierała tutejsza akuszerka, a do niedającej mleka krowy mógł przyjść żórawiński weterynarz. Można też było kupić (nie jeżdżąc wcale do miasta) rower, bo Ernst Meissen prowadził we wsi firmę „Sprzedaż i naprawa rowerów”. Na miejscu handlowano węglem i materiałami budowlanymi, działał warsztat stolarsko-ciesielski, zakład blacharski i mała fabryczka mebli. Właścicielami tej ostatniej było małżeństwo Assig, które reklamowało się w lokalnej prasie jako „Kunst und Bautischlerei”, co oznaczało, że oprócz okien, schodów, balustrad i drzwi do prywatnych domów, szkół i gospód, produkowano tu bardziej „artystyczne” przedmioty z drewna, na przykład nastawy ołtarzowe, ławki kościelne i ambony. Interes musiał iść państwu Assig bardzo dobrze, bo niedaleko stacji kolejowej wybudowali dla siebie okazałą willę (wyróżniającą się wciąż dekoracyjnymi elementami drewnianymi). Dzisiaj mieszkańcy Żórawiny w dawnym domu właścicieli fabryczki załatwiają urzędowe sprawy, bo mieści się tu siedziba gminy.
Budynki przy ul. Kolejowej mogą zaskoczyć swoją wielkością i reprezentacyjnością, ale to tutaj, po tym, jak w 1871 roku uruchomiono kolejowe połączenie Wrocławia z Kłodzkiem i powstała stacja kolejowa, zaczęto stawiać obiekty użyteczności publicznej oraz okazałe wille, i tak na przykład pod nr 4 znajdował się budynek Cesarskiej Poczty. O tym, że mieszkano wygodnie i bogato, świadczą zachowane do dzisiaj w przedwojennych domach drewniane klatki schodowe z ozdobnymi balustradami, płytki podłogowe ułożone w geometryczne wzory, a także porządna stolarka okienna i drzwiowa.
Rekord świata
Na koniec wspomnieć chociaż trzeba o maszcie radiowym w Żórawinie, bo był to obiekt, który na większości pocztowych kart z lat 30. XX wieku umieszczano obowiązkowo. Chwalono się nim i stał się w pewnym sensie symbolem Żórawiny. Dzięki niemu nieduża miejscowość pod Wrocławiem mogła pobić światowy rekord, podpisy umieszczane na pocztówkach informowały bowiem, że mająca 140 metrów wysokości konstrukcja jest najwyższą drewnianą wieżą na świecie. Dziś zostawiamy jednak opowieść o historii masztu (który zastąpiono w latach 70. XX wieku jeszcze wyższym) na inną okazję, bo jest ona na tyle ciekawa, że warto jej poświęcić oddzielny tekst Wędrownika.
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM
Opis zdjęć:
1. Żórawina do 1937 roku nosiła nazwę Rothsürben, zmienioną po „niemieckim chrzcie Śląska” na Rothbach. Na jednej z najstarszych pocztówek (jeszcze z końca XIX wieku) przedstawiono charakterystyczne obiekty w Żórawinie: dworzec kolejowy, kościół Świętej Trójcy i pałac oraz na pierwszym miejscu (bo zapewne właściciele zapłacili za wydanie tej karty pocztowej) sklep mięsny i sklep kolonialny
2. Kościół Świętej Trójcy świeżo po remoncie elewacji; świątynia była stałym motywem niemal wszystkich pocztówek z Żórawiny i nic w tym dziwnego, bo jej wyposażenie pochodzące z początku XVII wieku było dziełem wybitnych artystów związanych z dworem cesarza Rudolfa II, kolekcjonera i znawcy sztuki
3. Gdy na wyspie kościelnej w drugiej połowie XIX wieku wyburzano pozostałości po pańskim dworze, we wsi istniał już klasycystyczny pałac, otoczony zabudowaniami gospodarczymi (spichlerzami, oborami, stajnią)
4. Pałac w dzisiejszej odsłonie – widok z przodu i od strony ogrodu; gdyby nie kamienne szerokie główne wejście do budynku, trudno byłoby domyślić się, że stoimy przed dawnym pałacem
5. Żórawińscy protestanci długo czekali na swoją świątynię, wreszcie na początku 1914 roku odbyła się uroczystość poświęcenia kościoła; na pocztówce nowy kościół ewangelicki (dziś kościół katolicki pw. św. Józefa) i kilka wieków starszy katolicki kościół Świętej Trójcy
6. Wraz z kościołem powstała w Żórawinie ewangelicka enklawa – pastorówka i szkoła ewangelicka (budynek uszkodzony podczas wojny i w późniejszych latach rozebrany)
7. Dawna plebania kościoła katolickiego – widok dawny i obecny; niektóre z budynków zostały tak mocno przebudowane, że dziś trudno jest rozpoznać, jaką pełniły dawniej funkcję
8. Gospoda Zum Deutschen Hause (dziś Gminne Centrum Kultury) pełniło przed wojną funkcję restauracji i miejsca rozrywki, z tyłu budynku znajdował się restauracyjny ogródek
9. Gminne Centrum Kultury, dawna gospoda i masarnia
10. Składanka: Cesarski Urząd Pocztowy, gospoda Zum Deutschen Hause i willa Assig
11. Dawny urząd pocztowy – wygląd dzisiejszy (niestety główne wejście z ozdobnym portalem zostało zamurowane)
12. Warto pozaglądać do przedwojennych budynków, bo w wielu z nich zachowały oryginalne klatki schodowe
13. Dzisiejszy Urząd Gminy w Żórawinie mieści się w dawnej willi należącej do małżeństwa Assig, którzy prowadzili firmę meblarską
14. Na parafialnym cmentarzu zachowała się płyta nagrobna Dorothei Assig, współwłaścicielki firmy meblarskiej z Żórawiny; pracownicy firmy umieścili w lokalnej gazecie nekrolog, w którym napisali, że Dorothea zapisała się w ich pamięci jako „osoba łagodna i skromna”
15. Żórawina sto lat temu była niemal samowystarczalna, mieszkali i przyjmowali tu: lekarz, dentysta, akuszerka, weterynarz; zakład prowadził fryzjer, był nawet Uhrmacher, czyli zegarmistrz Giersch; na zdjęciach zegarmistrz i dwaj żołnierze, którzy zostali zakwaterowani u Gierscha w czasie I wojny światowej oraz dawny dom zegarmistrza (wygląd współczesny)
16. Na pocztówkach sprzed stu laty bardzo często pojawia się dworzec kolejowy, Żórawina miała bezpośrednie połączenie z Wrocławiem i Kłodzkiem; po 1932 obowiązkowo umieszczane jest zdjęcie masztu radiowego z dopiskiem, jaką miał wysokość