No, niezupełnie. Julian Tuwim wierszem „Wspomnienie”, którego tekst spopularyzował w swym słynnym utworze Czesław Niemen, narobił – choć, trzeba przyznać, z wielkim kunsztem – biologicznego bałaganu i trochę nam w głowach namącił. Spróbujmy uporządkować kilka rzeczy, szczególnie że chyba każdy, kto jechał rano do pracy lub szedł na spacer, zauważył żółte kwiaty od kilku już tygodni kwitnące niemal wszędzie, w rowach czy na łąkach i wszelkiego rodzaju nieużytkach. Od razu więc przejdźmy do rzeczy.
Kwitnące od sierpnia do końca września lub początku października złote łany to nie mimoza, a nawłoć. Nazywana też w Polsce złotą dziewicą (bo kwiaty złocą się pięknie na prostych smukłych łodygach) i złotą rózgą (mniej wrażliwi na piękno nawłoci czasami widzą po prostu żółty wiecheć), czasami też złotnikiem (w słońcu potrafi świecić jak prawdziwe złoto). Wśród wielu nazw pojawia się również określenie „polska mimoza”, choć nawłoć z tą egzotyczną rośliną ma niewiele wspólnego.
Mimoza wstydliwa nie występuje u nas w naturalnym środowisku, bo nie przetrwałaby jesiennych chłodów – ta tropikalna roślina pochodzi bowiem z Ameryki Południowej. Ma fioletowo-różowe kwiaty (a nie żółte!) i jest niezwykle wrażliwa na dotyk, składając swoje liście jakby w geście zawstydzenia. Choć roślina jest egzotyczna i uprawiana w szklarniach lub z rzadka tylko w domowych doniczkach, to umościła się w naszym języku. „Mimozą” nazywamy osobę przewrażliwioną, delikatną, egzaltowaną, a przymiotnik „mimozowaty” nie należy do pozytywnych określeń cech czyjegoś charakteru, oznacza bowiem kogoś słabego i miękkiego.
Wróćmy jednak do nawłoci, która na pewno słaba nie jest, a niektórzy traktują ją jak namolny chwast i nazywają nawet rozbójnikiem. Oprócz bowiem naszej nawłoci pospolitej rozprzestrzeniły się na europejskich łąkach i ugorach gatunki sprowadzone z Ameryki, czyli ekspansywna nawłoć kanadyjska i nawłoć późna (olbrzymia). Stały się one konkurencją dla wielu rodzimych gatunków roślin łąkowych, hamują ich kiełkowanie i wzrost, zarastają gęsto duże przestrzenie, w dodatku są niewymagające glebowo, stąd ich duża przewaga już na starcie na nowym terenie.
Ale nawłoć ma też swoje jasne strony. Nie tylko bowiem poeta spojrzał na nawłocie (nazywane często w czasach, gdy wiersz Tuwima powstawał, mimozami) przychylnym okiem i zauważył ich niezaprzeczalny urok. Nawłoć pospolita ma właściwości lecznicze i stosowana była w medycynie ludowej od dawna. Już w starożytności wykorzystywano ją jako środek moczopędny, lek na choroby nerek i stany nerwowe, wzmacniający serce i układ krwionośny. Roślina ta ma też działanie bakteriobójcze, dlatego żołnierze rzymscy z nawłoci robili opatrunki na długo gojące się rany. Jej staropolskie nazwy, takie jak: „postrzał”, „postrzelon” i zabawnie dziś brzmiący „żywignat” sugerują, że przez dawnych barwierzy nawłoć używana była do gojenia złamanych kości i postrzałów. Dodana do kąpieli podobno korzystnie wpływa na zwiotczenie skóry. Stanowiła też źródło żółtego barwnika, którym farbowano wełnę. W średniowieczu nasi przodkowie suszone kwiaty nawłoci trzymali w domach jako ochronę przed chorobami i urokiem, wierzono, że ten chwast ma właściwości magiczne, przynosi szczęście i może obronić przed duchami oraz wywołać chęci do walki.
Na nawłoć na pewno nie narzekają pszczelarze, gdyż często jest to już ostatni w roku pożytek dla pszczół (zostają jeszcze jesienne wrzosy). Pod koniec lata i na początku jesieni niewiele gatunków roślin kwitnie tak intensywnie, z jednego hektara nawłociowej łąki pszczoły mogą zebrać aż 150 kilogramów pyłku i niemal tyle samo nektaru. Jak mówią państwo Mierzyńscy, właściciele Pasieki Kubusia z Jaksonowa, miód z nawłoci staje się coraz popularniejszy ze względu na swoje właściwości lecznicze i smakowe, jest lekko kwaskowaty z wyraźnie wyczuwalną cytrynową nutą. Ponieważ pogoda sprzyja, pszczoły jeszcze intensywnie pracują i na tegoroczny miód nawłociowy musimy chwilę poczekać.
Dla tych, których fakt, że lato pomału się kończy, i słowa wiersza Tuwima „Mimozami jesień się zaczyna/ Złotawa, krucha i miła” nie napawają optymizmem, małe pocieszenie. Nasza polska jesień zaczyna się zimowitami, kwiatami podobnymi do krokusów i kwitnącymi astrami w przydomowych ogrodach. Cieszmy się więc wciąż trwającym jeszcze latem, zanim, jak mówi poeta: „Mimozami zwiędłość przypomina/ Nieśmiertelny żółty październik”.
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUITAM
Zdjęcia: